Kolejny dzień kryzysu przywództwa, czyli podsumowanie ostatniej debaty prezydenckiej w USA.

Świat zachodni z konsternacją wsłuchiwał się w debatę prezydencką w USA. Wydarzenie to symptom choroby, ale i zapewne kolejny pomniejszy katalizator kryzysu dotykającego największy z narodów świata zachodniego. Idące w parze kryzys przywództwa i wartości, które w świetle największej zapaści gospodarki od czasów wielkiego kryzysu 1929 roku, pandemii koronawirusa i coraz bardziej napiętej sytuacji geopolitycznej, rasowej i kulturowej, są bardziej niebezpieczne dla świata zachodu niż kiedykolwiek przedtem w XXI wieku. Ludzie, wyczekując lidera, ujrzeli polaryzację na trybunach…

Debata zaszokowała niskim poziomem dyskursu. Notoryczne przerywanie wypowiedzi oponenta, agresywny sposób komunikacji i łamanie reguł debaty to cechy wypowiedzi Trumpa. Biden z postępującą sklerozą, jąkający się, mylący słowa i rzucający inwektywami również nie sprawiał wrażenia lidera wolnego świata. Trump Bidena w debacie zwyczajnie zagadał, łamiąc wielokrotnie zasadę dwóch minut swobodnej wypowiedzi. Biden unosił się kilkakrotnie, nie mogąc werbalnie przegadać oponenta wcinającego się w jego wyćwiczone kwestie, pokazując równie niski poziom samokontroli co Trump. Próby merytorycznej wymiany zdań zasłoniły komicznie absurdalne w kontekście debaty prezydenckiej przekrzykiwania i niekontrolowane pyskówki.

Debata, jaka jest, każdy widzi… Co możemy z niej wartościowego wyciągnąć mimo jej beznadziejności?

Profil retoryczny

Joe Biden – Dbający ojciec, posprząta dom

Po pierwsze przyjrzyjmy się profilowi i postawie retorycznej uczestników. Joe Biden przybrał taktykę adresowania widowni, patrząc ze spokojem na kamerę, próbując kontrastować swoją w założeniu łagodną postawę z żywiołową postawą Trumpa. W czasie swoich wystąpień wielokrotnie zwracał się bezpośrednio do telewidzów, przywołując na myśl tragedie, które spotykały Amerykanów w ostatnich miesiącach, przemawiając do emocji takich jak niepewności czy poczucie niesprawiedliwości. Biden przekonywał, aby „ludzie poszli zagłosować i się to nareszcie skończy”, próbując kreować swój obraz jako dbającego, stonowanego, stanowczego, przyzwoitego człowieka, chcącego „normalności”. Nie udało mu się jednak na długo powstrzymać emocji i już przy trzecim pytaniu debaty wypowiedział kluczowe słowa, do wcinającego się w zdanie oponenta – will you shut up man?. Zburzył tym samym obraz, który próbował tworzyć. Przez resztę debaty potykał się co chwilę, Biden zapomniał, że ganiąc oponenta, należy patrzeć mu prosto w oczy, aby nadać swoim słowom wagi. Biden, konfrontując Trumpa patrzył się jedynie na mediatora – zdawało się, że szuka jego aprobaty. Bądź w dół na pulpit, sprawiając wrażenie, że patrzy się sobie pod nogi. Dało to wrażenie, że Trump dominuję w przestrzeni debaty nad Bidenem. Mimo skrupulatnych przygotowań kandydat na prezydenta Joe Biden zapomniał o wadze mowy ciała i było to widoczne od samego początku debaty, aż do jej końca.

Donald Trump – Konfrontacja barowa, prowokacja

Z drugiej strony idący jak zwykle na żywioł Donald Trump konfrontował się z Bidenem, rezygnując ze zwracania się do publiki. Trudno to uznać za przypadek, jako że Trump słynie z populistycznego stylu komunikacji, który kładzie nacisk na bezpośrednie zwracanie się do widowni. Jeśli Trump chciał w ten sposób zaskoczyć przeciwnika debaty, to zapewne mu się to udało. Trump zdecydował się niemal kompletnie zerwać z wypróbowaną formułą i w pełni skupić się na werbalnym szturmie na oponenta, prowokując, drażniąc i rozpraszając. Brak świadomej i przemyślanej reakcji Bidena na konfliktową postawę Trumpa doprowadził do wrażenia dominacji Trumpa nad Bidenem. Trump skupił się na wybranych “talking points” znanych z przekazu medialnego i jego wcześniejszej retoryki. “Arguing over nothing” to klasyczne podejście Trumpa polegające na tworzeniu ogólnych wyrażeń, z którymi nie sposób się kłócić. W debacie używał ich niemal bez przerwy, np. w jednym z ostatnich pytań o przyczyny antropogeniczne zmiany klimatu odrzekł – To an extent human pollution contributes to climate change. W ten sposób Trump oddał pole do interpretacji swoich wypowiedzi publice. Kontrując przeciwnika, używał wszystkich chwytów, powołując się nawet na fakty związane z synem Bidena w kontrze do oskarżeń o nierozliczone podatki. Co ciekawe, Trump nie wahał się potraktować mediatora debaty jako zwykłego dziennikarza, wykłócają się z nim o treść pytania, lub wręcz samemu oznajmiając przy drugim pytaniu, I’m arguing more with you than him, podkreślając w ten sposób, że jest postawiony nie przeciwko samemu Bidenowi, lecz całemu systemowi. Można powiedzieć, że taktyka Trumpa w debacie, to było typowe dla niego agresywne podejście, utrzymujące elementy populistyczne. Była ona chaotyczna i jak sam przyznawał przed debatą, niezbyt przećwiczona w przeciwieństwie do tej Bidena.

Argumentacja i narracja ideowa, główne punkty sporu i przypadki zgody

Socjalizm, Służba Zdrowia, Zmiana klimatu

Demokratyczny odchył lewicowo-socjalistyczny jest coraz silniejszy, a Biden nie jest w stanie powstrzymać jego wpływów, a nawet sam pewnie jest socjalistą! – To jest to co zdaje się sugerować główna linia argumentacji Trumpa. Socjalizm jest dla przeciętnego Amerykanina synonimem zła, jednak Biden potrzebuje głosów skrajnej lewicy socjalistycznej, by wygrać. Nie może też otwarcie potępić wszystkich skrajnych postulatów progresywistów. Plasuje to narrację Trumpa bliżej centrum niż Bidena, co powinno Trumpowi przysporzyć głosów, a Bidenowi odebrać skrajną lewicę. Tyle w teorii, gdyż zarzuty te brzmią lekko kuriozalnie, jeżeli ich jedynym oparciem jest plan ekonomiczny oparty na czystej energii i rozszerzenie opieki zdrowotnej na najbiedniejszych. Biden otwarcie odmówił poparcia dla skrajnego Nowego Zielonego Ładu, który zaproponowany był 2 lata temu w kongresie, przez Alexandre Ocasio Cortez- skrajnie lewicową senator Nowego Jorku i zaznaczył, że program Obamacare został tylko nieznacznie zmieniony od czasu wprowadzenia go przez administrację, w której był wiceprezydentem. Sam twierdził, że nie zamierza nacjonalizować służby zdrowia mimo tego, co twierdzi Trump. Wymiana kończy się tutaj na licytacji „kto da więcej” na służbę zdrowia dla najuboższych, na obniżkę cen leków, cen ubezpieczeń. Mimo odrzucenia Green New Deal, Biden przedstawia swój autorski “Biden Bill”, w którym proponuje powrót USA do porozumień Paryskich, zaprzestania budowy elektrowni węglowych, neutralizacje emisji CO2 do 2050 roku, nacisku na Brazylię w celu zaprzestania karczowania puszczy amazońskiej, czy szeregu innych inwestycji w infrastrukturę ekologiczną. Trump, nie przyznaje się jednoznacznie do wiary, iż to człowiek jest bezpośrednio winny zmianom klimatycznym, wyraża jednak chęć do poprawy „jakości wody, powietrza, i sadzenia lasów”. Twierdzi, że plan Bidena doprowadziłby do katastrofy w sektorze energetycznym i jest on bliżej utopii niż możliwego do zrealizowania projektu.

Law and Order, BLM, Rasizm

Kolejnym konkretnym punktem Trumpa jest zwrócenie uwagi na działania gubernatorów i urzędników demokratycznych w stanach przez nich zarządzanych. Twierdzi on, że poprzez niekompetencję tychże urzędników doprowadzono do stanu anarchii na ulicach miast- powód- brak reakcji na zamieszki powstające wokół ruchów BLM. Trump przekonywał, że Biden nie będzie w stanie przywrócić „praworządności i porządku”, a nawet tego nie chce, gdyż ideologia demokratów faworyzuje afro-amerykanów co nazwał rasizmem. Biden stwierdził też, że instytucjonalny rasizm w stanach istnieje i jest problemem, jednak podzielił zdanie Trumpa na temat zamieszek przyznając, że zmniejszanie finansowania policji to szalony postulat, a wręcz ogłosił, że popiera przekazanie większych środków na policje w tym na treningi dot. krytycznej teorii rasy w instytucjach państwowych zniesione przez Trumpa. Duże oburzenie w mediach Amerykańskich wzbudziła odpowiedź Trumpa na pytanie o potępienie white supremacists. Prezydent odpowiedział dwuznacznie, mówiąc, że owszem potępia ich, ale zapytany o konkretną grupę Proud Boys poprosił ich, tylko by się wstrzymali (stand by). Trump zwrócił za to uwagę na problem antify, która jego zdaniem przyczynia się do największej liczby zniszczeń. Biden odparł na to, że „antifa to nie grupa, tylko idea”.

Koronawirus, Lockdown, Plan ekonomiczny

Biden postawił na krytykę 4 lat władzy Trumpa, kładąc nacisk na niekompetencje w walce z koronawirusem i niesprawiedliwości społeczne spowodowane jego decyzjami fiskalnymi. Twierdząc, że „Trump nie ma planu”, „ignoruje ekspertów” i kraj jest przez niego weaker, sicker, and poorer. To część debaty najbardziej chaotyczna, gdyż opiewała w garści statystyk, wyliczeń i pół faktów, wobec których nie było zgody stron. Trump podawał, że wysłuchał on opinii ekspertów, i zarzucił Bidenowi naiwność w wierze Chinom i Rosji o skali pandemii w ich krajach. Obarczył on winą za pandemie Chiny, ustanawiając w ten sposób jeden z niewielu precedensów polityki zagranicznej w debacie. Biden kwitował, że Trump nie był nigdy zbyt ostry dla Rosji, że “on by nic im nie oddał”. W sprawie lockdownu padły głównie oskarżenia pod adresem partii Bidena. Uwypukla się kwestia sporna stron- bezpieczeństwo vs. wolność. Republikanie stawiają na otwartą gospodarkę, demokraci zamykają całe stany, co pogarsza sytuację ekonomiczną. W celu odbudowy gospodarki obaj kandydaci proponują podobne rozwiązania- przeniesienie produkcji przemysłowej do Ameryki, tworzenie miejsc pracy i w przypadku Bidena inwestycje infrastrukturalne, zwłaszcza we wspominany już sektor czystej energii. Przy tak podobnych planach ekonomicznych, zarzucanie Bidenowi socjalizmu wydaje się jeszcze bardziej kuriozalne.

Pytanie podsumowujące: Czy wstrzymasz się z ogłoszeniem się prezydentem do policzenia głosów i będziesz nawoływał swoich wyborców do zachowania spokoju?

Odpowiedź Trumpa na to pytanie wywołała największy skandal. Po raz kolejny odmówił podania jednoznacznej odpowiedzi, odparł, że jeżeli stwierdzone zostaną fałszerstwa i inne nadużycia to wybory te nie będą mogły zostać uznane. Wszystko to za sprawą korespondencyjnego głosowania na niespotykaną dotąd skalę. Trump zalecił elektoratowi pilnować prawidłowość wyborów. Biden nie wstrzymywał się ze zgodą z założeniem pytania. Odpowiedź Trumpa daje do myślenia. Czy oznacza to, że wyborów nie uzna czy to tylko blef?

Ewaluacja i podsumowanie

Mało powiedzieć, że obaj kandydaci wypadli w debacie kiepsko. Na usta komentatorów przeróżnych stronnictw i krajów cisną się prawdziwie krytyczne opisy tego wydarzenia. Podczas gdy upolitycznione redakcje ścigają się w podawaniu argumentów za wygraną jednej ze stron, publika nie pozostawia na obu kandydatach suchej nitki. Trudno mówić tutaj ze szczerością o wygranym lub przegranym. Trump mimo swojej dominacji werbalnej nie przekonał raczej wielu nowych wyborców. Być może przy łagodniejszym podejściu do oponenta momenty, co jak co, zabawnych puent bardziej by wybrzmiały, a chamskie docinki poszłyby mimo uszu. Trump mimo wszystko stanowił kontrast. Energia, wigor i pewność siebie, w przeciwieństwie do Bidena, który przy rówieśniku wydaje się spowolniony. Persona ojca narodu, jeśli prawidłowo utrzymana, mogłaby stanowić o wiktorii Bidena, jednakże Biden wdał się w przepychanki słowne, zamiast trzymać nerwy na wodzy. Przez co wypadł na słabego i godnego pożałowania. Oznacza to, że mimo iż Trumpowi nie udało się przejąć sondażowego prowadzenia nad Bidenem, to wciąż jest na analogicznej pozycji do tej, która pozwoliła mu wygrać z Hillary Clinton. Debata nie rozstrzygnęła wyniku, ale zmusiła do zadania wielu pytań m.in. o kondycji demokracji i republiki w stanach.

Mateusz Czajkowski, KoLiber Wrocław