Bohaterzy drugiego planu

W środę o godzinie 20:30 w siedzibie TVP odbyła się debata kandydatów na prezydenta. Miała nam pomóc dokonać ostatecznego wyboru przed niedzielnym głosowaniem, być punktem zwrotnym. Jak się później okazało, cała debata została zepchnięta na drugi plan. Całe show skradło dwóch Jarosławów (Kaczyński i Gowin). Niedzielne wybory pewnie się odbędą, ale nie w tę niedzielę. Kompromis liderów PiS i Porozumienia zakłada zgodę na wybory korespondencyjne, ale w późniejszym terminie – najwcześniej pod koniec czerwca.

Jeden z dziesięciu

Widzowie TVP 1, TVP Info i TVP Polonia oraz internauci mogli być lekko zdziwieni. Zamiast politycznego starcia wagi ciężkiej zobaczyli reboot popularnego teleturnieju z TVP 2. Nie rozstrzygam czy to lepiej czy gorzej dla oglądających i polityków. Szkoda jedynie, że uczestnicy tego „programu” nie mogli nominować swoich przeciwników do odpowiedzi. Możliwe, że kilku mogłoby stracić swoje „szanse” – przecież tak jak w teleturnieju – każdy ma swoje słabe punkty. Debata wyglądała trochę jak odcinek świąteczny programów rozrywkowych – nikt dużo nie straci, nikt też dużo nie wygra, liczy się sam udział. Nie zmienia to faktu, że mimo wszystko jedni mogą być trochę bardziej zadowoleni z debaty a inni trochę mniej.

Kto zaprezentował się na miarę finału?

Jest kilku kandydatów, którzy mogli być choćby trochę zadowoleni z debaty.

  • Andrzej Duda – widać było, że formuła mu odpowiada. Można było mieć wrażenie, że pytania są wręcz ułożone pod obecnego prezydenta. Sprawiał wrażenie pewnego siebie, zadowolonego z kierunku w którym zmierza kraj. Uwypuklił atuty – w tym realizację wielu projektów socjalnych. Postarał zaznaczyć też swoją obecność „atakiem” na dobrze radzącego sobie na początku Kosiniaka-Kamysza i trzeba powiedzieć, że przyniosło to pewien skutek – prezes PSL wyraźnie gorzej prezentował się na późniejszym etapie debaty. Prezydent stronił od obietnic. Jako minus można zarzucić nadal pewną „sztuczność” w niektórych wypowiedziach, aczkolwiek widać pewien progres w porównaniu z poprzednimi latami. Raczej nikogo nowego do siebie nie przekonał, ale w wypadku kandydata popieranego przez PiS nie o to chodziło. Nie stracił na tej debacie a to jest duży plus.
  • Małgorzata Kidawa-Błońska – każdy spodziewał się kompromitacji, ale wyszło nie najgorzej. Formuła debaty jej sprzyjała – w końcu kandydatka Koalicji Obywatelskiej największe wpadki miała odpowiadając na pytania do niej kierowane, szczególnie te, na które nie była przygotowana. Było trochę minusów: brak konkretów, czasami lekkie zagubienie ale ogólnie przygotowała się poprawnie. Nie było fajerwerków, ale udało się bez wpadek. Działacze PO nie mogą jednak odetchnąć, bo Kidawa-Błońska została przyćmiona przez…
  • Szymon Hołownia – widać, że ma doświadczenie w pracy w telewizji. Pod względem wizualnym poszło bardzo dobrze. Bardzo dobrze dobierał słowa, dużo bon motów. Podczas debaty kreował się na głównego kandydata opozycji. Sprawiał wrażenie człowieka, któremu zależy na kraju. Z minusów rzucał się brak konkretów. Dużo obiecywał, ale nic konkretnego. Ogólny wydźwięk jednak pozytywny – taki mniej chaotyczny Paweł Kukiz.
  • Krzysztof Bosak – najbardziej profesjonalny. Dobrze przygotowany do debaty. Pod względem merytoryki zniszczył konkurencję. Na plus bardzo dobre wypunktowanie prezydenta w kwestiach światopoglądowych. Do pełni zadowolenia brakowało jednak trochę większych akcentów wolnościowych – nie ukrywajmy, Konfederacja walczy nie tylko o zawiedzionych wyborców Andrzeja Dudy, ale też o umiarkowanych zwolenników wolnego rynku i wolności osobistej. Chwilami też aż prosiło się o większą liczbę bon motów, brakowało czasami większego luzu – szczególnie na początku. Łyżka dziegciu w cysternie miodu, ale niesmak pozostał. Ogólnie jednak występ na plus, bo merytoryka ponadprzeciętna. Oczekiwania jednak były troszeczkę wyższe.

Pozytywnie trzeba ocenić także kandydatów z mniejszymi szansami – Stanisława Żółtka, Marka Jakubiaka i Mirosława Piotrowskiego. Każdy z nich z pewnością zyskał dzięki temu, że w ogóle pojawił się w telewizji.

  • Stanisław Żółtek – wyróżnił się radykalnymi postulatami i bezkompromisowym stanowiskiem w kilku kwestiach. Na minus – zaplątanie się w kilku momentach.
  • Marek Jakubiak – nie można mu zarzucić sztuczności. Na minus – mógł bardziej podkreślić różnice pomiędzy nim, a obecnym prezydentem.
  • Mirosław Piotrowski – zaskakująco dużo mówił o gospodarce, akcentował obniżkę podatków, czym podbierał trochę uwagi elektoratu Krzysztofa Bosaka. Na minus – widać było, że był trochę zestresowany.
  • Paweł Tanajno – jedynie on nie wypadł dobrze, ale ze względu na, moim zdaniem, niestosowny jak na kandydata na prezydenta ubiór i chaotyczne, zbyt emocjonalne wypowiedzi – ogólnie rzecz biorąc wypadł nieprofesjonalnie.

A teraz główni kandydaci, którzy wg mnie trochę zawiedli:

  • Władysław Kosiniak-Kamysz – początek bardzo dobry – energicznie i jednocześnie z klasą, lepiej niż Krzysztof Bosak. Wszystko posypało się w momencie, gdy Andrzej Duda poruszył kwestię podwyżki wieku emerytalnego i wcześniejszego stanowiska WKK. Później niestety było trochę bardziej chaotycznie. Wyróżnił się rekwizytami, którymi atakował głównie prezydenta. Moim zdaniem jednak w przypadku długopisu Robert Biedroń zrobił to z większą klasą (chodź podkreślam – to tylko moja opinia). Moim zdaniem mógł przegrać też walkę o lidera opozycji z Szymonem Hołownią w oczach widzów. Ogólnie jednak niech nikt nie myśli, że lider PSL wypadł źle – w żadnym wypadku. Po prostu moim zdaniem zadziałał tu odwrotny mechanizm jak w przypadku Kidawy-Błońskiej – bowiem kandydat wypadł tutaj poniżej dużych oczekiwań.
  • Robert Biedroń – nie wyróżnił się z tłumu pomimo bycia de facto jedynym kandydatem lewicowym. Przepadł w tłumie. Co prawda raz podkreślił, że jest jedynym „nie konserwatywnym” kandydatem, ale to za mało. Brakowało konkretów. Był chyba „za mało lewicowy”. Na plus dobry fragment z długopisem – lepiej wypadł pod tym względem od WKK.

Podsumowanie

Miała być debata kandydatów, wyszło natomiast bez klasycznego debatowania. Inna kwestia, że niekoniecznie wszyscy zaprezentowani kandydaci będą w nadchodzących wyborach finalnie startować (kwestia kandydatury Kidawy-Błońskiej). Najlepiej wypadli Duda, Hołownia i Bosak. Kidawa-Błońska została oszczędzona, Kosiniak-Kamysz trochę nie sprostał wysokim oczekiwaniom, Biedroń z kolei nie wykorzystał szansy bycia jedynym lewicowcem. Pomniejsi kandydaci zaskoczyli i się wyróżnili, nie wszyscy jednak pozytywnie. Kiedy będą wybory i kto wystartuje – dalej nie jesteśmy pewni. Czekamy na dogrywkę.