Wybory do Parlamentu Europejskiego Anno Domini 2019 przechodzą już do historii. Jeszcze nie opadł kurz po brutalnej kampanii, a politycy już patrzą ku jesieni. To właśnie wtedy rozstrzygnie się, kto będzie rządził w Polsce przez kolejne 4 lata.

Na początku należy zwrócić uwagę, że frekwencja wzrosła prawie dwukrotnie z 23,04% na 43.04. To kolosalna różnica. Wszystko było wynikiem bezpardonowej kampanii i mobilizacją elektoratów. Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło rekordowe wyniki w Małopolsce i na Podkarpaciu, a Koalicja Europejska postawiła na nogi Warszawę i okoliczne powiaty. Czy ten trend się utrzyma? Jeśli będzie tak dalej, to na jesieni frekwencja może być. Ujemnym elementem tego zjawiska jest fakt, że ponad 80% głosów zdobyły dwie największe partie. Niewiele zabrakło, żeby tylko dwa główne ugrupowania przekroczyły próg wyborczy. Względem kolejnych lat proces polaryzacji polskiej sceny politycznej poczynił ogromne postępy. Jeśli tych trendów nie uda się odwrócić, to niebawem możemy obudzić się w rzeczywistości, w której istnieć będą tylko dwa wielkie ugrupowania. Przechodząc do rzeczy: wybory wygrał komitet Prawa i Sprawiedliwości. Po raz pierwszy w historii partia Jarosława Kaczyńskiego odniosła zwycięstwo w wyborach europejskich. Ponadto naprzeciwko PiS stanęła silna, sklejona z kilku środowisk Koalicja Europejska. Do tego na prawo od PiS narodziła się skonsolidowana opozycja – Konfederacja. Mimo tego Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło 45,6 % głosów, co przełoży się na 28 mandatów. Rywale zostali zdystansowani o prawie 10 procent to wydaje się totalnym zwycięstwem. Wszystkie okręgi wschodnie z wyjątkiem miasta Warszawy i okolicznych powiatów padły łupem ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Niewątpliwie taki wynik to olbrzymi haust powietrza przed kolejną kampanią wyborczą, która może się okazać maratonem, a nawet ultramaratonem. PiS podtrzymał zwycięską passę, przekonał kolejnych nieprzekonanych. Stoją za tym przede wszystkim obietnice opierające się na rozdawnictwie i populizmie, ale zdaje to egzamin. W tej chwili taki wynik dałby PiS 231 posłów w parlamencie, a zatem samodzielne rządy. Obecnie nie zapowiada się, aby coś mogło przeszkodzić w odniesieniu kolejnego zwycięstwa.

38,3 % osiągnęła w tych wyborach Koalicja Europejska. Komitet ten zrzesza w swoim łonie m.in: Platformę Europejską, Polskie Stronnictwo Ludowe, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Inicjatywę Polską, Zielonych. Ugrupowania te podzielą między sobą 22 mandaty. Wynik prezentuje się imponująco, ale gdy dokonamy demontażu tej „koalicji”, to Platforma Obywatelska zyskałaby tylko 14 mandatów, 5 powędrowałoby do SLD, a 3 do PSL. Tym samym PiS miałby aż o 10 mandatów więcej. Liderzy KE odtrąbili sukces, ale tak naprawdę mają spory ból głowy, co zrobić dalej, aby na jesieni być przed PiSem. Na pewno potrzebna jest dalsza konsolidacja i pogłębienie współpracy. Kolejnym krokiem powinna być ekspansja, ale kluczowe w jakim kierunku miałaby przebiegać. Kroki podejmowane dotąd wskazują, że Koalicja może rozrastać się tylko na lewo. Tutaj jest pewien elektorat do zagospodarowania. Jednak wyciągnięcie ręki do Wiosny lub Partii Razem może się nie spodobać politykom PSLu i pozostałym konserwatystom w łonie PO. Dlatego decyzja musi być podjęta rozważnie. Warto wspomnieć, że Grzegorz Schetyna przegrał swoje trzecie wybory z rzędu. Po raz trzeci Jarosław Kaczyński okazał się lepszy. Czy czwarte starcie okaże się w końcu zwycięskie? Czy Schetyna będzie miał taką okazję ? Tego dowiemy się jesienią.

Na podium znalazła się Wiosna Roberta Biedronia. „Sklecone naprędce” ugrupowanie uzyskało 6 %, co przełoży się na 3 mandaty. Niewątpliwie jest to sukces ugrupowania, które istnieje niespełna pół roku. Jednak warto zwrócić uwagę, że sondaże dawały Wiośnie 10-15 % poparcia. Nakłady pieniężne na kampanie, które mają źródła przede wszystkim zagranicą nie przełożyły się na wynik. Wynik ten stanowi pewien kapitał, ale Wiosna może „podebrać” głosy tylko KE, ale musi zrobić to w mądry sposób, skręcając w centrum. Niemniej wyborcy Wiosny stanowią łakomy kąsek dla KE i przepływ elektoratu w drugą stronę jest możliwy np. w wypadku koalicji Wiosny z skrajnie lewicowym Razem. Ogólnie powinni oczekiwać lepszego wyniki, jednak życie zweryfikowało to inaczej. Czy Wiosna przetrwa do jesiennych wyborów parlamentarnych? Czy zostanie wygaszona tak jak Nowoczesna? Czy może stanie się częścią Koalicji Europejską.

Czwarte miejsce i wynik 4, % osiągnęła Konfederacja Korwin Liroy Braun Narodowcy. Wydawało się, że marginalizowane, prawicowe ugrupowanie przebojem, przeciw wszystkim wedrze się do Parlamentu Europejskiego, ale życie okazało się brutalne. Konfederacja jest formacją złożoną z kilku niezależnych bytów, które zjednoczyły się i w pół roku zbudowały solidny elektorat, ale wciąż zbyt mały by przekroczyć 5%. Teraz przed liderami wiele zagwozdek, które muszą dać odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, aby przebić szklany sufit. Konfederacja musi poszerzyć się o kolejne środowiska. Z pewnością zdobyła ona głosy części wyborców Prawa i Sprawiedliwości oraz Kukiz 15, ale to nie jest koniec. Konfederacja musi dalej atakować PiS w celu odbicia konserwatywnego i narodowego elektoratu. A co zrobi z wyborcami Kukiz 15? Idealnym rozwiązaniem byłaby koalicja Konfederacji z Kukizem, ale biorąc pod uwagę wypowiedzi Pawła Kukiza nie jest to możliwe. Oczywiście przepływ części polityków oraz elektoratu jest możliwy, ale Konfederacja musi uważać na nowego gracza – Polskę Fair Play Roberta Gwiazdowskiego, które już teraz, mimo startu tylko w 4 okręgach odebrał jej wyborców.
Ponadto kolejne miesiące będą niezwykle trudne, ponieważ Konfederacja będzie musiała zbudować spójny program, który zdobędzie serca wyborców na jesieni. Program ten będzie musiał zadowolić narodowców, liberałów gospodarczych, konserwatystów, tradycjonalistów etc.. W związku z tym może dojść do dużych tarć i wystąpień z tego ugrupowania. Warto też zwrócić uwagi, że jeśli chcą startować jako konglomerat ugrupowań to muszą przebić 8% (próg wyborczy dla koalicyjnych komitetów wyborczych), a to bez Kukiz 15 jest w tej chwili nie możliwe. 5 lat temu Kongres Nowej Prawicy wszedł do Parlamentu Europejskiego z wynikiem 7,14 %. KNP szybko stało się 3 siłą na politycznej mapie Polski, ale potem nastąpiło rozprężenie i aktywacja projektów politycznych Nowoczesna i Kukiz 15, a także rozkład KNP. Nominalny spadkobierca KNP – Partia Korwin osiągnęła wynik 4,76, co nie dało miejsc w polskim parlamencie. Być może tegoroczny wynik będzie okazją do wyciągnięcia wniosków i poprawy na jesieni.

Poniżej progu wyborczego znalazł się Kukiz 15. Formacja wywalczyła 3,8 % głosów. Cztery lata temu Paweł Kukiz osiągnął 20 % w wyborach prezydenckich, ale od tego momentu jego poparcie stopniowo spadało aż do wyborów europejskich w 2019 roku. Kukiz wtopił się w system, stracił ideowych ludzi przede wszystkim z prawej strony. W jego łonie pozostali centryści, którzy nie potrafią zdobyć serc wyborców. Kampania do Parlamentu Europejskiego obnażyła wszelkie słabości tego ugrupowania. Teraz liderzy tego ruchu muszą wyciągnąć wnioski, co zrobić dalej. Samodzielny start w jesiennych wyborach niemal na pewno zakończy się niepowodzeniem. Kukiz może wybrać, czy przyłączy się do jednego dużego obozu, czy będzie ciążył ku Konfederacji. Inaczej Paweł Kukiz przejdzie do historii jako człowiek, który roztrwonił faktyczny elektorat na poziomie 20%.

Ostatnie miejsce z wynikiem 1,2 % zajęła Lewica Razem. Lewicowe ugrupowanie zostało zmarginalizowane w tej kampanii i nie mogło się niczym odróżnić od Wiosny lub Koalicji Europejskiej. Liderzy tego ugrupowania nie mają wyboru, na jesieni muszą iść z Wiosną albo KE. W skali kraju wynik około 0,5 % osiągnął komitet Polska Fair Play Roberta Gwiazdowskiego. Jest to wynik z czterech okręgów na trzynaście, wiec zasługuje na uznanie. Być może na jesieni będzie stanowił większą siłę.

Wybory do Parlamentu Europejskiego nie przyniosły trzęsienia ziemi. Zabetonowały scenę polityczną i umocniły obecny układ. Eksperci przewidywali, że Wiosna przyniesie zmiany, a okazuje się, że nic się nie zmienia. W tej chwili realniejszą opcją od zmiany władzy jest osiągnięcie większości konstytucyjnej przez partię rządzącą. Do wyborów zostały jeszcze ponad cztery miesiące. Czy coś się zmieni? Czy narodzi się „polski Macron”? Niewątpliwie kampania do jesiennych wyborów będzie jedną z najciekawszych w III RP.

—————————————————————————————————————————

Tomasz Bojanowski