My Polacy tak już mamy, że lubimy wspominać krwawe rzezie, najlepiej zakończone klęską (przykład pierwszy z brzegu – powstanie warszawskie). Wydarzeniom zwycięskim (dajmy na to powstanie wielkopolskie) nie poświęcamy tak wiele uwagi, a jak jeszcze obejdą się bez zabitych (powiedzmy Okrągły Stół i wybory 1989), to już traktujemy je drugorzędnie. I tak jest właśnie w przypadku wyzwolenia Krakowa w 1918. Z jedną chlubną różnicą – lokalnie ten dzień jest obchodzony dość uroczyście (co trzeba przyznać). W skali ogólno-polskiej przechodzi się nad nim do porządku dziennego. A niesłusznie.

Ostatnie dni CK monarchii

Na jesieni 1918 klęska państw centralnych była już pewna. O ile Niemcom groziło po prostu okrojenie (i rozbrojenie), o tyle wielonarodowe Austro-Węgry znalazły się na drodze do rozpadu. Alternatywą byłoby przekształcenie CK monarchii w federację równoprawnych narodów pod berłem Habsburgów. Byłoby, gdyby przeprowadzić je na czas. Od 1916 nie było już Franza Josepha, a cesarzem po jego śmierci został młody Karol. Mówiono o nim (nie bez podstaw), że cesarz ma 30 lat, wygląda na 20 lat, a postępuje jakby miał 10 lat. Szlachetny a naiwny cesarz najpierw liczył na odrębny pokój z Ententą (z pominięciem Niemiec), później próbował mediacji swojego książęcego krewniaka w armii Belgii, na koniec ogłosił manifest o federalizacji monarchii habsburskiej. Tyle że uczynił to w październiku 1918, akurat w momencie klęski. Nie dziwi więc, że różne komitety narodowe zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu i brać władzę w swoje ręce. Rozpad monarchii habsburskiej stawał się faktem. Zostawał jeszcze jeden czynnik – setki tysięcy CK żołnierzy (i CK dezerterów) na całym tym terytorium. Trzeba było odpowiednich ludzi, żeby władzę po Austrii przejąć szybko i bezkrwawo. I tacy ludzie się znaleźli.

Kraków budzi się.

Już 28.10. powstała w Krakowie instytucja o wiele mówiącej nazwie – Polska Komisja Likwidacyjna. Było więc jasne, co ludność chce uczynić z habsburską władzą (zlikwidować), i czym ją zastąpić (polskim państwem). W tym samym zresztą czasie Czesi, Słowacy czy Chorwaci zakładali podobne organy o podobnych zadaniach. W Krakowie zostawał jeden techniczny problem – otóż było to miasto garnizonowe (duża twierdza, przed 1914 na granicy z Rosją), a załogę stanowili wcale nie sami tylko Polacy. Trzeba więc było opanować miasto z zaskoczenia, a ową załogę (teraz już z punktu widzenia mieszkańców – okupacyjną) rozbroić i odesłać do domu. W miarę możliwości – bezkrwawo. Kluczową rolę w spisku odegrał ówczesny porucznik A. Stawarz, a pierwszy akt przewrotu miał się rozegrać na dworcu Podgórze (dzisiejszy dworzec Kraków Płaszów). 30.10. ludzie Stawarza przystąpili do działania.

Na początek dworzec

Na pierwszy ogień poszedł dworzec kolejowy Podgórze (dziś Płaszów), jako punkt przerzutowy wojsk mający strategiczne znaczenie. Spiskowcom sprzyjał fakt, że większość załogi stanowili tu Polacy (w tym kilku wtajemniczonych w spisek por. Stawarza). Wieczorem 30.10. Polacy opanowali dworzec i ogłosili, że odtąd służą niepodległej Polsce. Niejako z rozpędu opanowali odległy o 1.5 km posterunek żandarmerii w Prokocimie (wtedy odrębna wioska) i również ogłosili tam polską państwowość. Swoją drogą, dzisiaj to wydarzenie upamiętnia zupełnie ahistoryczna tablica [Tu zaczęła się niepodległość], niebiorąca pod uwagę nie tylko równoczesnych [30.10.] wydarzeń w Tarnowie, ale i wcześniejszego opanowania dworca, o czym informuje ta sama tablica. No cóż, czytanie ze zrozumieniem to ważna umiejętność. Akcja wyzwoleńcza zaczęła się więc 30.10., ale do północy tego dnia w rękach spiskowców był tylko dworzec kolejowy na końcu miasta oraz pobliska wioska. Ostatnią październikową noc mieszkańcy Krakowa przespali jako poddani cesarza Austrii. Kluczowy był dzień następny, 31.10.

Klucz do sukcesu – koszary w Podgórzu.
Decydującym momentem było zajęcie koszar mieszczących się w Podgórzu (od 1915 włączonym do Krakowa). Tak to już bywa w czasach rewolucyjnych, że kto ma broń, ten ma władzę. Bez opanowania garnizonu nie szło zaś kontrolować Krakowa, bo w mieście stacjonowało wtedy 10 tys. austriackich żołnierzy. Docenić trzeba zmysł organizacyjny por. Stawarza, który wśród załogi miał swoich ludzi (Polaków), a i z Czechami potrafił po cichu dogadać warunki współpracy, wiedząc już o niedawnych wydarzeniach w Pradze. Dość wspomnieć, że koszary zostały opanowane z zaskoczenia, część żołnierzy (Niemcy) rozbrojona, a por. Stawarz wygłosił przemówienie zakończone okrzykiem — Polnische Republik soll leben! (Niech żyje Republika Polska!) Austriaccy żołnierze zgłupieli i odpowiedzieli trzykrotnym Hoch! (Hurra !) Polakom pozostało tylko triumfalnie przejść na Rynek (oddalony o 2 km) i przejąć władzę w mieście.

Miasto jest nasze.
Na Rynku miał miejsce epilog – rozbrojono posterunek austriacki przy Wieży Ratuszowej (zupełnie bez znaczenia wojskowego, ale z dużym znaczeniem symbolicznym), i wystawiono pierwszą polską wartę. Spiskowcy podporządkowali się Polskiej Komisji Likwidacyjnej, a pierwszym polskim komendantem Krakowa został gen. B. Roja. Wtedy właśnie ludność uświadomiła sobie, że po 120 latach nadchodzi niepodległość. Wywieszano flagi w narodowych barwach, zrywano austriackie herby, a z budynku Uniwersytetu wyleciał na bruk portret zmarłego cesarza Franza Josepha (jeszcze 2 lata temu żegnanego ze łzami). Nie szykanowano za bardzo rozbrojonych żołnierzy przeciwnika, których po prostu starano się jak najszybciej odesłać do domu. Warto podkreślić, że wyzwolenie Krakowa osiągnięto bez rozlewu krwi.

Zapomniany bohater

Za wyzwolenie Krakowa por. Stawarz już następnego dnia tzn. 1.11. otrzymał awans na kapitana. I był to … ostatni awans w życiu tego oficera, który żył jeszcze 35 lat, w służbie czynnej pozostawał 10 lat, a i na wschodzie wziął udział w walkach. II RP nie umiała (lub nie chciała) docenić żołnierza, który tak sprawnie wyzwolił jedno z większych i ważniejszych jej miast. Nie od rzeczy był tu fakt, że kpt. Stawarz nie wywodził się z Legionów, a w 1926 ośmielił się poprzeć legalny rząd W. Witosa przeciw zamachowi stanu J. Piłsudskiego. Z karierą wojskową pożegnał się więc szybko, w stopniu noszonym jeszcze w listopadzie 1918. Duży to kontrast z sanacyjną ekipą „biernych, miernych, ale wiernych”, gdzie aż się roiło od pułkowników, których jedynym atutem była bezgraniczna lojalność do Komendanta. No cóż, widać nie wypadało promować człowieka, który wyzwolił Kraków, gdy „twórca państwa polskiego” siedział jeszcze w twierdzy Magdeburg. W 100 lat po owej udanej akcji warto jednak wspomnieć jej bohatera. I wyciągnąć wniosek, że bezkrwawe zwycięstwo jest lepsze od pięknej przegranej.

——————————————————————————————————————————-

Michał Wirtel
absolwent politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Zwolennik państwa minimum i wolnego rynku.
Publikuje w Centrum Obserwacji Mediów Stowarzyszenia KoLiber
(tłumaczenia artykułów czesko-i anglojęzycznych).
Miłośnik psów dużych ras.