Nie pierwszy raz rząd wyciągnie pieniądze z emerytalnej „świnki-skarbonki”. Od 2011 roku właściwie może to robić bez konsekwencji: to wtedy władza sądownicza uznała, że składki płacone do systemu emerytalnego to w rzeczywistości podatki. Stwierdzenie tego pozwoliło wyciągnąć rządowi PO-PSL ponad połowę pieniędzy z OFE. Kolejnym chętnym do uszczknięcia na rosnące potrzeby budżetowe jest rząd PiS. Mam ambiwalentne podejście do polityki premiera w tej sprawie. Jednocześnie boli mnie opłata za przelew pieniędzy z OFE do IKE+, które premier forsuje jako domyślny model zamknięcia rozdziału z 1999 roku. Ponadto dodajmy absurdalność PITu obciążającego świadczenie emerytalne z ZUS. Z drugiej strony idea PPK i dobrowolność udziału w programie dla pracowników jest słuszna. Wszystko wskazuje na dwa możliwe scenariusze rozwoju sytuacji w systemie emerytalnym.

Wariant optymistyczny mówi, że jeśli znajdzie się większość parlamentarna, która wprowadzi emeryturę obywatelską dla osób dla których pozostało więcej niż dwadzieścia lat pracy do 67 roku życia, wytłumaczy tym Polakom, że powinni oszczędzać samodzielnie oraz z pomocą PPK na emeryturę i za jakieś 40-50 lat system będzie zdrowszy, tańszy w utrzymaniu, emerytura będzie wypłacana z budżetu, bez pośrednika kosztującego nas miliardy złotych jakim jest ZUS, to będziemy tylko w trochę gorszej sytuacji niż obecni emeryci. Pieniądze przyszłych emerytów zasilą giełdę, poprawi się sytuacja gospodarcza. Ludzie zaczną odkładać, bo państwo przestanie ich oszukiwać w kwestiach emerytalnych, będą mieć z czego zasypać swoją lukę emerytalną. Scenariusz drugi to minimalna emerytura będzie minimalnie wzrastać, a najwyższe emerytury będą się zrównywać z minimalnymi, z powodów demograficznych i gospodarczych. Za 25 lat kwota, którą będzie trzeba dołożyć z budżetu państwa do ZUS przekroczy 20% naszego budżetu. Zacznie brakować pieniędzy na inne cele takie jak zdrowie, edukacja oraz bezpieczeństwo. Ludzie dopiero wtedy zrozumieją, że należy gromadzić środki na emeryturę, ale wtedy już co trzeci pracujący Polak będzie poza rynkiem pracy. Głodowe emerytury i niewydolny system zdrowotny spowoduje, że sytuacja socjalna będzie bardzo trudna. Młodzi coraz mocniej obciążeni podatkami będą wyjeżdżać za granicę, nie będzie ich stać na potomstwo i realizację własnych celów zawodowych i finansowych.

Już w tym momencie prawie milion ludzi otrzymuje emeryturę poniżej minimalnego świadczenia, które obecnie wynosi 934,6 złotego, jest to głównie pokłosie przechodzenia na głodowe emerytury kobiet już od 60 roku życia. Mimo, że od 1991 roku długość życia kobiet na emeryturze wydłużyła się o ponad 10 lat, wiele z nich zdecydowało się zrezygnować z pracy. Kolejną patologią jest ilość rencistów, która plasuje nas w czołówce światowej. Prawie każdy z nas zna takiego „rencistę”, który mógłby pracować spokojnie w wielu profesjach, mimo to woli żyć bardzo skromnie, ale nie podejmując żadnej pracy. Przyjmuje się, że między 30-50% obecnych rencistów nie powinno otrzymywać tego świadczenia. Przywileje emerytalne rolników, są kolejnym absurdem, podobnie jak pomaganie osobom nieubezpieczonym, którzy świadomie unikają oskładkowania. Nikt nie szczepi ludzi na to jak będzie wyglądała ich emerytura, a fakty są nieubłagane. W naszym kraju przewidywana stopa zastąpienia (świadczenie emerytalne w proporcji do ostatniego wynagrodzenia) z ZUS dla osób obecnie aktywnych na rynku pracy, mających jeszcze ponad dekadę pracy przed sobą, waha się wg. różnych szacunków między 22 a 36%. Będzie to zależało od dwóch czynników: wzrostu wynagrodzeń oraz dzietności, czyli w konsekwencji ilości osób na rynku pracy. O ile obecnie wzrost wynagrodzeń jest na całkiem przyzwoitym poziomie (3-4.5% ponad cel inflacyjny wg. różnych szacunków) to dzietność waha się okolicy 1.5 na kobietę i nie wygląda na to, żeby przekroczył 2.2 dziecka na kobietę, to jest wymaganego poziomu do zastępowania się pokoleń. Oznacza to, że w warunkach stabilnego wzrostu wynagrodzeń będzie to około 30% stopy zastąpienia za 20 lat. PPK jest szansą na dołożenie do tego 10-25%, w zależności od wieku i wariantu składkowego danego programu w przedsiębiorstwie zatrudnionego. Oznacza to, że w najgorszym przypadku osoba obecnie będąca na rynku pracy może liczyć na 22%, a w najlepszym około 60% swojego wynagrodzenia na emeryturze. Z wyłączeniem przedsiębiorców, którzy w większości mogą liczyć tylko na minimalną emeryturę.

Od kilku lat pracując w zawodzie doradcy finansowego, widzę jednak powolną zmianę mentalności naszych rodaków. Kiedy pytam moich klientów, czy są świadomi tego ile otrzymają emerytury wielu z nich odpowiada, że nawet nie otwierają listów z ZUS, nie interesują się polityką, będą się tym martwić za kilka lat. Jednak już chwila rozmowy uświadamia im skalę problemu i w większości odpowiadają, że chcą zabezpieczyć byt swój i swoich rodzin po zakończeniu aktywności zawodowej. Najłatwiej określić to wyliczając lukę emerytalną. Jest to suma, której będzie brakowało gospodarstwu domowemu przy założeniu celu inflacyjnego oraz średniej długości życia na emeryturze. Te sumy wychodzą bardzo różnie w zależności od wieku oraz poziomu życia. Przykładowe gospodarstwo domowe tj. dwójka dorosłych 35 i 30 lat i dwójka dzieci 2 i 5 lat, z dochodem na poziomie 8 500 zł (włączając premie, 500+ i inne dodatki) ma lukę na poziomie 940 tys. zł. Dużo, prawda? Co to oznacza dla takiej rodziny? Oznacza to przede wszystkim, że ta para ludzi musi uzbierać tę kwotę ,aby utrzymać swój standard życia na emeryturze. Nie wchodząc w zbędne szczegóły: jeśli zaczęli by dziś oszczędzać to przy uwzględnieniu ulg podatkowych i stopy zwrotu na poziomie obligacji musieliby przeznaczyć na ten cel 810 zł miesięcznie, lecz jeśli odwleką decyzję o zabezpieczeniu emerytury o kolejne 5 lat, kwota ta wzrośnie do 1240 zł,  jeśli o 10 lat do 1980 zł. Zwłoka 15 lat oznacza, że będzie to kwota 3240 zł, a 20 lat odraczania tej decyzji będzie wymagać odkładania 5200 zł miesięcznie.

Rozwiązania są dwa, albo to małżeństwo zdecyduje się odkładać wystarczające środki na cel emerytury, albo będzie musiało się pogodzić ze spadkiem standardu życia, które i tak nie jest przesadnie bogate. Takich przykładów można przytaczać wiele. Z pomocą przychodzą jednak różne narzędzia takie jak PPK, PPE, IKE, IKZE, fundusze na dożycie czy fundusze o niskiej zmienności, okresowo lokaty i inne rozwiązania prawno-podatkowe. Niestety szwankuje u nas edukacja w temacie emerytur. Niebawem zapewne, o ile odwiedzicie Kraków, będę miał okazję opowiedzieć bardziej szczegółowo o tych sprawach szerszemu audytorium. Jeśli nie będziecie mogli zapraszam też do prywatnego kontaktu, aby zaradzić temu wyzwaniu w jak najmłodszym wieku. Konkluzja może być tylko jedna: wyszarpujmy od rządu w ulgach podatkowych ile się tylko da, nie odkładajmy wszystkiego na wieczne nigdy, jeśli nie oszczędzaliśmy i inwestowaliśmy do tej pory we własną przyszłość, zacznijmy robić to od mniejszych kroków. Polacy muszą mądrzej prowadzić swoje finanse, tak żeby realnie móc odpocząć sobie po zakończeniu aktywności zawodowej. Ci, którzy tego nie zrobią dołączą do tytułowego narodu żebraków, ludzi walczących o byt, a nie cieszących zasłużonym i godnym odpoczynkiem.
—————————————————————————————————————————————————–

Konrad Chlebda
Telefon: +48 534898979
E-mail:konrad.chlebda@phinance.pl