Socjaliści myślą, że wszystko trzeba zrobić za ludzi.

Kapitaliści myślą, że wszystko zrobi się samo.

Sufrażystka.

 

Śmiem twierdzić, że w środowisku lekarskim panują nastroje raczej wolnorynkowe. Mimo to, niewielu znam lekarzy będących za całkowicie prywatną służbą zdrowia. Z jakiejś przyczyny specjaliści przyznając, że całkowita prywatyzacja to dla nich dobry interes, dodają, że dla pacjentów może się to skończyć katastrofą. Z jakiegoś powodu rezydenci ramię w ramię stanęli w walce o zwiększenie dofinansowania ochrony zdrowia. Z jednym z nich odbyłam wówczas rozmowę o w s p ó ł p ł a c e n i u za usługi zdrowotne. Zgodziliśmy się, że absolutnie nie popieramy socjalizmu. Niemniej – bezsensownego umierania ludzi też nie popieramy.

W idealistycznej wizji moich Kolegów liberałów, jeśli tylko uwolnimy dobra medyczne z morderczych rąk państwa, rynek magicznie tj. na zasadach konkurencji, wyreguluje ceny do poziomu dostępności. Myślę, że nowotwór poczeka te 3 miesiące aż cena chemioterapii spadnie do kwoty kilku wypłat. Czy to z własnej kieszeni, czy przez ubezpieczyciela. Możesz leczyć się sam. To takie proste! Zastanówcie się – czy nie za proste?

„Pozwólmy ludziom działać!” to piękne hasło, które skłoni do myślenia młodych, zdrowych ludzi obawiających się o swoje pieniądze (te miliony). Do jakich jednak myśli skłoni ich równolatka spędzającego 3 dni w tygodniu na dializach? Co na to odpowie przykuty do łóżka trzydziestolatek ze stwardnieniem rozsianym? Ah! „Wystarczy się przekwalifikować!”

 

Wziąć kredyt, zmienić pracę.

– Bronisław Komorowski

 

Na szczęście dla wielu młodych ludzi jest osiągalne 10 tysięcy złotych na rękę i to nie tylko w zawodzie programisty. Jeśli tyle zarabiasz, gratuluję, w razie wypadku, na przykład na motocyklu, stać Cię będzie na pobyt na intensywnej terapii. Na 2,5 doby. Z Bogiem sprawa, jeśli ubezpieczenie pokrywa tę okoliczność. Gorzej, jeśli trafisz na OIOM z zapaleniem płuc wymagającym leczenia  anidulafunginą – 1 raz dziennie 3 tysiące złotych przez 14 dni. Czy kupując pakiet medyczny wpadłbyś na to, że przed trzydziestką dostaniesz grzybicy układowej? Ja takiego pacjenta poznałam. Przeżył za nasze pieniądze. Co za złodziej!

 

Drugie „na szczęście” to względnie dobre zdrowie ludzi młodych – a więc i piszących felietony. Ochrona zdrowia zdecydowanie powinna polegać na profilaktyce – tam, gdzie można. I rzeczywiście, Polacy coraz częściej leczą się prywatnie i to bardzo dobrze! Tylko czy wiemy ile z tych osób i tak kończy leczenie na NFZ? Prywatne lecznictwo nadal się w Polsce rozwija. Twierdzenie, że prywatna ochrona zdrowia działa w Polsce dobrze, świadczy o tym, że osoba jeszcze nie chorowała poważnie.

 

Czasem łagodna choroba przeradza się w przewlekłą, grożąc kalectwem. Tak było w przypadku studiującej pacjentki. Póki mogła chodzić, wzięła się do działania i poszła do pracy. Plan zajęć studiów dziennych i egzaminy pozwoliły zarobić zawrotną kwotę 600 zł! Dlaczego się nie ubezpieczyła? Po odjęciu najniższej opłaty za akademik, pozostała kwota wykraczała poza cenę pakietu medycznego ze specjalistą. Zabieg, który uchronił ją przed powikłaniami, prywatnie kosztowałby 3000 zł. Leki wyniosły 20 zł miesięcznie. Za konieczny pakiet badań zapłaciłaby 100 zł. W sumie zostaje –2820 zł na chleb. „Na szczęście” miała też uczulenie na zboża.

 

Czy czeka nas prywatyzacja ochrony zdrowia? Raczej prędzej niż później.

Czy popieram prywatną ochronę zdrowia? Jako lekarz, odliczam tylko dni!

Czy nas na to stać? Ciebie, studencie, na pewno nie.

 

Pytanie jest od początku źle zadane. Bo z kolei trzeba spytać, czy stać nas na zwiększenie śmiertelności niemowląt, a więc jeszcze mniejszy wzrost populacji? Czy stać nas na utratę pracowników z powodu umierania na wyleczalne choroby? Czy stać nas, aby młody biorca narządu po kosztownym zabiegu umierał, bo zabrakło mu pieniędzy na leki? Tak się dzieje w USA, gdzie po 3 latach refundacji leków immunosupresyjnych, pacjent traci do tego prawo. Część z nich okazuje się odporna na odstawienie leków. Pozostali nie mają tyle szczęścia.

C’est la vie! Ou la mort.

Jakich by jednak nie przytaczać przykładów z kapitalistycznego raju, jakim jest USA, kapitalista-idealista zawsze znajdzie artykuł, względnie filmik na youtube, udowadniający, że wszystko to wina państwa. To nie jest zupełny kapitalizm. Czy to nie brzmi znajomo?

 

Wszystko to wina kapitalizmu. To nie był prawdziwy socjalizm!

– Ktoś z kim nie chcesz być porównywany.

 

Do Kolegów i Koleżanek, a także do socjalistów mam inne pytanie. Czy stać nas na dziecięcy idealizm, kiedy twarde dane mamy dostępne za darmo?

 

Wskaźnikiem poziomu ochrony zdrowia jest wskaźnik umieralności niemowląt IMR. Ten najczulszy wskaźnik zdrowia populacji, najniższy jest w takich krajach jak Japonia i Singapur – 2 na każde 1000 żywych urodzeń. Japonia, o zgrozo, zapewnia powszechne ubezpieczenie zdrowotne i przeznacza na to 10% swojego PKB. Singapur zaś, to właśnie państwo, w którym bardziej niż w USA (IMR 5,59) moglibyśmy szukać kapitalistycznego ideału, bo do swojego osławionego systemu dopłaca zaledwie 4,25% PKB. W Europie do liderów ochrony zdrowia należą Szwecja i Niemcy, przeznaczający na opiekę zdrowotną swoich obywateli ok 11% PKB. Oba systemy publiczne i powszechne. IMR Szwecji to zaledwie 2,72. Podczas gdy Amerykanie w ostatnich latach walczyli, aby tracić mniej niemowląt niż Polacy (nasz IMR to 5,87), Szwedzi walczyli… z wyeliminowaniem u dzieci próchnicy. Różnica cywilizacyjna?

Jak widać samo i s t n i e n i e publicznej ochrony zdrowotnej nie jest problemem, jeśli system ten jest dobrze zorganizowany. Niektórzy bardzo by jednak chcieli, aby życie ludzi zależało tylko od cen rynkowych. Życie nie tylko dzieci alkoholików, bo czy studenci nie zakładają rodzin? Czy dzieci klasy średniej nie chorują? „Taka cena wolności.” Prawo naturalne nie liczy: 5 noworodków mniej lub więcej. Wedle wszelkich kapitalistycznych komunałów, niezamożni pacjenci powinni po prostu umrzeć. Z dużo większym prawdopodobieństwem będą umierać na moich oczach, a nie na oczach moich kolegów. Może dlatego tak trudno mi wytłumaczyć, że system ochrony zdrowia to nie tylko ekonomia. Nie tylko felieton, ogólna idea i proste rozwiązanie pisane na kolanie. Odpowiedzią nigdy nie jest utopia – czy to socjalistyczna, czy kapitalistyczna.

Dane WHO, doświadczenia Niemców, Szwedów i Amerykanów nie pozostawiają złudzeń.

 

6,8% – na zdrowie!

Maria Piekutowska