Niedawno mieliśmy okazję po raz kolejny obchodzić tłusty czwartek, który w katolickiej tradycji wprowadza nas w ostatnie dni karnawału, a zarazem nieubłaganie przypomina o Wielkim Poście. W świadomości społecznej dzień ten polega głównie na przesadnej konsumpcji produktów cukierniczych, a jak sama nazwa wskazuje głównie pączków, których historyczna ewolucja zadziwia (dziś raczej trudno jest kupić pączka nadziewanego słoniną). Jednak to nasuwające się na pierwszy plan, słodkie skojarzenie z tym dniem będzie przedmiotem poniższego tekstu. Chodzi dokładniej o sejmowy prezent z okazji 14 lutego…

14 lutego Sejm RP przyjął bowiem ustawę związaną z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów, obejmującą tzw. podatek cukrowy. Sojusz PiS-u oraz Lewicy (chociaż niejednomyślny w obu obozach) ponad podziałami sprawił, że czekamy teraz tylko na Senat i Prezydenta.  W mediach odbiło się to echem jako podatek cukrowy, ale warte dodania jest fakt, że pojawia się opłata dotycząca alkoholi o niskiej pojemności. Jest to etap walki z tzw. małpkami – te o pojemności 250 ml i zawartości 40%  zdrożeją o około 2 zł. Przed przyjęciem ustawy przez Sejm widzieliśmy istny spektakl – tabuny ekspertów i polityków w telewizji zwracało uwagę jak niecierpiącym zwłoki zagadnieniem jest walka z napojami o wysokiej zawartości cukru oraz rozszerzająca się epidemią otyłości wśród Polaków. Na celownik zostały wzięte m.in. małpki oraz problem ich konsumpcji. Opłata ta w teorii ma zostać spożytkowana na zbożne cele takie jak profilaktyka czy programy promujące zdrowe odżywianie wśród młodzieży. Autorzy projektu zwracają uwagę na podobne opłaty w Wielkiej Brytanii, Portugalii czy na Węgrzech. W ich opinii polityka fiskalna nadaje się do tego typu prewencji wprost idealnie. Dochody mają wpłynąć do NFZ i odciążyć w przyszłości budżet państwa. Skoro wszystko jest dobrze, to o co chodzi i dlaczego tak uporczywie chcę zostać adwokatem diabła?

Chyba nie znajdę lepszych słów, niż te, które napisał, nieco zapomniany krakowski ekonomista, Adam Heydel:

„I skoro mi powiadają: podwyżka podatków, to muszę zapytać: czy nie ma środków lepszych – moralniejszych i bardziej wydajnych? Podwyżka podatków jest bowiem ostatecznym złem, po które byłoby wolno sięgnąć tylko wówczas, gdyby wszystkie inne zawiodły.”

Pierwsze pytanie jakie nasuwa się w kwestii podatku cukrowego to jego potencjalna efektywność. Spożycie napojów słodzonych najprawdopodobniej faktycznie w wyniku wzrostu ich ceny spadnie, ale czy główny problem – nadwaga i otyłość zostaje rozwiązany? Bynajmniej nie. Statystki pokazują ciągłą tendencję wzrostową jeśli chodzi o osoby z nadwagą lub otyłością, Najwyraźniej problem jest więc szerszy i wymaga być może podjęcia innych środków. Statystycznie więcej ludzi żyje w państwach gdzie otyłość i  nadwaga pochłaniają więcej ofiar, niż w krajach gdzie panuje niedożywienie. Największy problem z ww. chorobami w Europie panuje na Węgrzech, ale także w Wielkiej Brytanii czy Portugalii. Działania administracji tych państw nie doprowadziły do zatrzymania wzrostu osób z nadwagą. Jakie rozwiązanie proponuję? Zmiany w kulturowe! W spadku po epoce PRL dostaliśmy wiele rozmaitych problemów z którymi współczesne społeczeństwo oraz państwo radzi sobie z różnymi skutkami. Wśród nich obyła się niesamowicie destrukcyjna kultura picia alkoholu kiedy tylko można (kiedy nie można zresztą także). Według oficjalnych statystyk spożycie wzrasta, ale problemem nie jest tylko łatwość dostępu czy niskie ceny. Przede wszystkim od 2015 (ostatnia podwyżka akcyzy) nie widzimy nagłego skoku spożycia, tendencja jest bowiem stała. Moim zdaniem powodem takiego stanu rzeczy jest upadek produkcji alkoholi domowych takich jak wina owocowe. Zadziałał mechanizm podobny do tego, który obserwowaliśmy w przypadku wytwarzania produktów podstawowych w gospodarstwach domowych, co jest łatwe do zaobserwowania zwłaszcza na wsiach, gdzie często można usłyszeć, że stale spada np. ilość przydomowych hodowli drobiu. W pewnym momencie część osób uznała najwyraźniej, że ich stopa życiowa wzrosła na tyle, że nie muszą już sami „użerać się” z produkcją alkoholu, a mogą korzystać z owoców podziału pracy. Argumentem przemawiającym za tą teorią jest zdecydowanie fakt, że kupujemy coraz droższe alkohole, wypierając zwłaszcza tanie, koncernowe piwa. Żadne podatki, zakazy czy nakazy nie dadzą takich efektów jak zmiana mentalności w nas samych. Bez wątpienia należy głośno mówić o realnym zagrożeniu jakim niesie ze sobą otyłość (np. o fakcie, że otyłość jest drugim po paleniu tytoniu powodem powstawania nowotworów, chociaż nie do końca jeszcze wiadomo jak do tego właściwie dochodzi). Urealnić należałoby także faktyczne przestrzeganie zakazu pracy po spożyciu alkoholu.

Pytanie drugie, ale nie mniej istotne: czy państwo jest odpowiednim narzędziem do walki z nadwagą, otyłością i alkoholizmem? W powszechnej świadomości państwo stanowi twór, który ma rozwiązywać rozmaite problemy (co często paradoksalnie doprowadza do powstawania zupełnie nowych problemów, ale o tym może kiedy indziej). Tym samym model państwa opiekuńczego zrzuca z barków ludzi odpowiedzialność z różnych sfer ich życia. Wydaje się, że o ile państwo w niektórych sferach może realnie pomagać ludziom, to inicjatywy państwowe są mocno zagrożone marnotrawstwem, a w razie ich upadku traci całość społeczeństwa (a nie jednostka jak w przypadku inicjatyw prywatnych) . Żeby nie być gołosłownym podrzucam luźno związaną z tematem ochrony zdrowia stronę internetową:

Ile osób z niej skorzystało? Ile kosztowała? Z pewnością, jej realizacja nie była drogą sprawą z perspektywy wielomiliardowych budżetów. Przejdźmy jednak dalej: program „Mieszkanie+” objął tylko 867 mieszkań (obecnie budowanych jest 1907 następnych – dane z oficjalnej strony internetowej programu). Okryta w Polsce czarną sławą budowa elektrowni atomowej? Wystarczy wspomnieć, że w 2011 roku PGE informowało o planach ukończenia jej budowy pod koniec bieżącego roku. Na ten moment jedyne co mamy to tylko trzy potencjalne lokalizacje pod ewentualną budowę. Skoro tyle polityków i ekspertów przez całe lata w wolnej Polsce nie potrafiło rozwiązać tych problemów to nie jest to może problem poszczególnych ekip rządzących, a problem z samym narzędziem jakim jest Państwo?

Nie odmawiam nikomu szlachetnych pobudek, sam coraz bardziej dostrzegam problem nadużywania niektórych substancji w naszym narodzie. Niestety prawdopodobnie wkrótce okaże się, że opłata cukrowa będzie stanowić wyłącznie kolejny fiskalny łańcuch na grzbiecie podatnika. W obliczu zmian społecznych, gospodarczych i kulturowych zmienia się tryb życia, a wraz z nim zmieniają się także nasze nawyki żywieniowe. Czy za pół roku kolejna horda ekspertów nawiedzi nas w programach telewizyjnych przekonując, że to ostatni dzwonek na opodatkowanie utwardzonego oleju palmowego? Czy to zatrzyma wycinkę lasów pod uprawę palm olejowych? Rozwiązaniem tego typu problemów, które pozwoli nam zachować najwięcej zalet oraz zminimalizować wady, jest organiczna praca u podstaw. Tylko dzięki temu zachowamy tanią żywność, która nie będzie tak bardzo obciążać budżetów biedniejszej części społeczeństwa, a zarazem zmienimy niekorzystny dla środowiska trend wycinania lasów.

Maciej K. Wachowski