„Nie ma we współczesnym świecie wiary bardziej
wytrwałej i wpływowej niż wiara w wydatki rządu.” – Henry Hazlit

Nasze myślenie zmieniło się diametralnie w ciągu ostatnich stu lat, nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie świata bez wszechobecnej ingerencji państwa. Nasza wiara w ten abstrakcyjny twór jest tak wielka, że dokonujemy wymiany papierem bez pokrycia. Tylko dlatego, że jest legalnym środkiem płatniczym na danym obszarze. Zgadzamy się na ingerencję państwa w każdy aspekt naszego życia. Produkcja żywności, leków, samochodów. Nawet w tak ważne aspekty jak edukacja  i zdrowie. Państwo jest tak wszechobecne, że systemy opieki zdrowotnej z pomocami państwowymi i setkami regulacji jak w Stanach Zjednoczonych, skłonni jesteśmy nazwać wolnościowymi.

Wyobraźmy sobie więc system ochrony zdrowia na wolnym rynku. Czy faktycznie nie będzie on działał? Czy ludzie będą masowo umierali? Powątpiewam. Jedynie w początkowym niektóre wskaźniki efektywności mogłyby być niższe, jednakże przy założeniu, że wprowadzamy kompletnie prywatny system bez żadnego okresu przejściowego. Możemy się zastanowić co by się stało przy takim rozwiązaniu. Przy wysokich cenach zostałby zebrany odpowiedni kapitał do wprowadzania innowacji umożliwiających obniżenie cen. Gdyby ceny były nawet na tyle wysokie aby nie było stać przeciętnego Kowalskiego na jakąś usługę medyczną to coraz więcej podmiotów gospodarczych wchodziłoby w tę niszę. Sprowadzając ceny sukcesywnie do najniższego możliwego poziomu. W pewnym momencie doszlibyśmy do punktu, gdzie dana usługa byłaby tak powszechna, że mogłaby stracić swój ekonomiczny charakter i stać się darmową. Naprawdę nie ma powodu wierzyć, by w długim okresie czasu ceny pozostały na wysokim poziomie, uniemożliwiając przeciętnemu obywatelowi na skorzystanie z usług medycznych. Dodatkowo istnieją nawet obecnie prywatni ubezpieczyciele.

Jedyny problem jaki powstaje to nagły skok cen w sytuacji natychmiastowego uwolnienia rynku. Jednakże nie jest to problem finalnego systemu, tylko problem okresu przejściowego. Jeśli zastanowimy się jak uniknąć te problemy, stworzymy odpowiedni plan i dojedziemy do wniosku, że terapia szokowa nie jest najlepszym rozwiązaniem, możemy wprowadzić plan rozciągnięty na lata jeśli nie dekady. Tym samym ewentualne argumenty, że taką propozycję proponują ludzie nieczuli na cudze cierpienie nie mają mocy. Natomiast ludziom proponującym rozwiązania oparte na systemach opartych na przymusie i państwie warto zadać pytanie: Co z przyszłymi pokoleniami? Dlaczego w imię „wartości” jaką jest zdrowie społeczeństwa mamy trwonić zasoby. Usługi sektora zdrowotnego są dobrami ekonomicznymi (w poprzednim moim felietonie wkradł się błąd, fakt wymiany handlowej przesądza  o ekonomiczności danego dobra, gdyby dane dobro było powszechnie dostępne jaki sens miałaby wymiana?) zarządzanie dobrami ekonomicznymi przez państwo powoduje, że przestajemy zauważać jak kształtuje się zapotrzebowanie na te dobra i jaka jest ich dostępność. Finansując z podatków służbę zdrowia tworzymy swego rodzaju ułudę wszechobecnej dostępności tych dóbr co prowadzi do ich marnotrawstwa. Często pojawiają się głosy, że w ochronie zdrowia nie chodzi o pieniądze tylko o ludzkie życie. Taka opinia od razu pokazuje, że osoba ją wygłaszając kompletnie niezrozumienie czym są pieniądze i jaką rolę pełnią w gospodarce. Mówiąc o trwonieniu pieniędzy nie mówi się o wyrzucania papierków, czy elektronicznych cyferek tylko o marnotrawieniu zasobów. Można podnieść argument, że kogoś nie będzie stać na pobyt na intensywnej terapii, czy leczenie pewnym specjalistycznym lekiem, tylko skąd wiemy jak ceny ukształtują się na wolnym rynku? No nie wiemy i za przykład podaje się obecne ceny, które są zdeformowane. Obecne ceny są nieudolną próbą zracjonalizowania alokacji zasobów, która w takim systemie jak pokazała historia i debata kalkulacyjna nie może się udać.

Niektórzy chcieliby oddzielić gospodarkę i ekonomiczne myślenie od tworzenia ustroju. Zamiast chłodno myśleć o liczbach myślą z uczuciem i oddaniem co się będzie działo z ludźmi. Nie swoimi pieniędzmi starają się wprowadzić własne idealistyczne wyobrażenia w życie. Potrzebują aparatu przymusu aby przekonać ludzi do swoich świetnych rozwiązań, ba, nie widzą możliwości przetrwania swoich rozwiązań bez istnienia wojska, policji i przepisów penalizujących pewne zachowania niezgodne z ich wizją. Warto się zastanowić czy w takim razie ich rozwiązania na pewno są takie dobre, skoro bez przemocy nie będą w stanie się ostać. Ważną sprawą też jest perspektywa czasowa w jakiej etatyści rozpatrują problemy. Zamiast myśleć o pokoleniach, myślą o sobie. Troską o innych promują jedynie swoją własną pychę i de facto kierują się słowami Robespierre’a: „Funkcją rządu jest kierowanie siłami fizycznymi i moralnymi narodu aż do osiągnięcia celów, dla których wspólnota została założona”.

 „Wszelkie odmiany ingerencji (rządowej) w zjawiska rynkowe nie tylko nie pozwalają osiągnąć zamierzonego przez ich autorów celu, ale na dodatek powodują, że zaistniała sytuacja nawet z ich punktu widzenia jest mniej pożądana, niż poprzednia, którą zamierzali zmienić.” –

Ludwig von Mises
——————————————————————————————————————————————————–
Michał Gorzelniak