[FELIETON] Krach status quo

Od kryzysu światowego minęła dekada. Był on ciosem nie tylko ekonomiczny, ale co długoterminowo ważniejsze, kulturowym. Radośnie naiwny klimat przed kryzysowy- klimat wzrostu gospodarczego, integracji Europejskiej, efektywności Ameryki jako hegemona światowego, słabości Rosji, sile sojuszy i porozumień międzynarodowych dał wielu złudną wizję demokratyzacji, ostatecznego pokonania “sił zła” – Fukujamskiego końca historii. Dopiero teraz po latach widać co kryzys zmienił, jakie szkody przyniósł. Polska, pomimo że wiele na kryzysie straciła, to w dużej mierze uchroniła się przed jego najgorszymi skutkami, z czego wynika dzisiejszy niski stan świadomości na temat kryzysu i recesji w ogóle- żyjemy w świecie funkcji rosnącej, coraz lepiej, coraz więcej. Z pamięcią o tamtych czasach, trzeba jasno i głośno powiedzieć, że widmo kolejnego widać już na horyzoncie, a tym razem gospodarka Polska, dużo lepiej zintegrowana z systemem światowym niż w 2008, ucierpi jak jego pełnoprawny członek. Widmo jest za oceanem, gdzieś na antypodach, lecz jego wzrok powoli zaczyna przenikać myśli i dusze naszych politycznych elit… Dobrze byłoby móc tak rzec. Dysonans, który ostatnie słowa powinny spowodować, wynika z prostej kontradykcji. Przecież dla ekonoma wolnościowego taki jest bieg rzeczy, że jeśli nie kryzys to recesja musi niedługo nastąpić! To natura gospodarki! A jednak, nie usłyszymy o recesji słowa w prasie, telewizji, czy z ust znamienitych polityków, nie istnieje jeszcze jej wizja w myślach ludu. A więc gdzie podziało się długoterminowe szacowanie? Zatonęło w morzu ochlokracji? Krzywa cyklu biznesowego zaczyna chylić się ku otchłani, a więc powinny zostać podjęte działania przygotowawcze. Nie ma co się tutaj dopatrywać możliwych, konkretnych przyczyn tego nieubłaganie zbliżającego się stanu rzeczy- zostawmy to Keynesistom (a ilu ich jest, tyle przyczyn i rokowań), trzeba za to działać w jego obliczu. Nie mam tu na myśli kupowania złota i srebra (choć to pewnie dobry pomysł), lecz podjęcia się wypracowania długoterminowego planu organizacyjnego w wymiarze społecznym. Wszystko co dalej piszę jest utrzymane w zakresie powypadkowym kryzysu, przy założeniu, że ma potencjalną siłę odwrotną do konsolidacyjnej dzisiejszego status quo.

Mogło by się zdarzyć ocknięcie, jakiś dobry duch mógłby nawiedzić Wiejską i wspomnieć o wolności, samorządności i merytoryce kapitalizmu, lecz dopóki tak się nie stanie, opcją najprawdopodobniejszą jest pewnego sensu katastrofa. Są tu dla nas (przez co rozumiem, ludzi młodych, gotowych do działania, nie chcących opuszczać ojczyzny) dwie katastroficzne opcje. Jedna tragiczna, druga dramatyczna. Pierwsza to opcja wprowadzenia standardu interwencjonistyczno- etatystycznego jako paradygmatu rządzącego Polskim życiem politycznym. Na wzór Sanacji lub Euro socjalizmu. Postęp nacjonalizacji, odbywający się za zgodą ludu, przetrwanie kryzysu na kredyt, czy nawet masowe tworzenie państwowych miejsc pracy. Nie tylko welfare state, ale jeszcze workfere state. Drugą, dramatyczną opcją- która może wydawać się zbyt odległa od rzeczywistości by mogła być prawdziwa, jest odejście ludu od magdalenkowych paradygmatów, przybranie na sile grup reakcyjnych, przejęcie przez nie władzy lub spowodowanie rozdrobnienia partyjnego (tak jak po tego rocznych wyborach w Czechach, Niemieckiej Hesji czy Brazylii) paraliżującego aktywne działanie państwa (słabe rządy koalicyjne, podziały w izbach). Trudno oczekiwać od naszego kochanego rządu wnikliwości analizy głębszej niż jest to absolutnie możliwe, a więc kiedy pierwszy sekretarz P(arti)P(i)S na ostatnim zjedzie w Lublinie stanowi, że Lubelskie stanie się pod jego rządami Bawarią Polski, doprawdy głupio mi się nie zgodzić. Nie ma informacji na temat tego jak się to ma odbyć dokładnie, lecz według rządowych ekonomistów specjalne strefy zgniot… ekonomiczne w pełni dokonają pełnego cudu. Chciało by się wierzyć, że naczelnik w to nie wierzy, jednak warto pamiętać, że zmodyfikowana linia myślenia Chadecko-Centrowego przewija się w jego wypowiedziach od zarania Magdalenki. Zakładając nawet, że nie wierzy, to jaka jest szansa, że rzesza jego wyborców nie wierzy?

Społeczeństwo naszego kraju jest ślepe (winny między innym nasz uspołeczniony kołchoz edukacyjny), a recesja siłą rzeczy zaskoczy nas niczym coroczny śnieg zaskakuje kierowców. Trzeba podkreślić, że w następnych kilkunastu latach możemy doświadczyć i prawdopodobnie doświadczymy recesji nie byle jakiej bo pierwszej trwałej od czasów Sanacji. Będzie to wydarzenie na tyle szokujące, iż na trwale zmieni scenę polityczną naszego kraju i podejście ludu do spraw soc-ekonomicznych. Powinno nam to podpowiedzieć w jaki sposób kierować swoją pracę tak by osiągnąć zamierzony cel. W końcu po okresie zawieruchy politycznej możnaby się spodziewać ustanowienia nowego standardu lub krystalizacji standardów już istniejących. Rozprzestrzenienia ich na lud. Sposobem na przynajmniej częściowe wbicie się w standard, jest działanie we właściwym czasie, z dobra koordynacją i natężeniem.

Chociaż daleko mi i reszcie członkom naszego stowarzyszenia do zakładania jakobińskich czapek w rytm Warszawianki, to jednak charakter deklaracji ideowej wskazuje na pokojową wizję rewolucji w życiu ludu, w działaniu państwa, w de facto nowej republice. Żaden punkt sam, lecz wszystkie wzięte razem tworzą wizję państwa i społeczeństwa znacznie różniącego się od tego dzisiejszego, czasem o 180 stopni. I choć można by mnie za te słowa posądzić o wywrotowość, to podkreślam, że chodzi tu o rewolucję pokojową- a takie okazały się w historii najtrwalsze i najpożyteczniejsze. Pisząc to co piszę mam pełne zrozumienie powagi procesu, a i domyślam się, że nie jeden ja o tym myślę- i zapewne nie tylko kolibranci o tym myślą, ale jeszcze istnieją w naszym kraju inne oświecone grupy w postaci, na przykład, naszego dzielnego rządu. W dywagacjach na temat proroczych zdarzeń, to oni właśnie są kluczowym elementem- suwerenem przyszłości. Przypomnę jeszcze raz, rząd, który w czasach prosperity wprowadza ogólnopaństwową redystrybucję, którą potencjalny rząd opozycyjny wspiera. Czy możemy się od naszego rządu (niebieskiego, czy czerwonego) spodziewać wytrwałości w kryzysie? O to jest pytanie, które uważam za kluczowe dla ruchu wolnościowego. Odpowiedź na nie poznamy nie za długo. I oby był to moment w którym dzisiejsze zgrzyty spowodują iskrę wzniecającą pożar zmian

Mateusz Czajkowski