W ostatnią sobotę, 4-ego kwietnia, w sposób absolutnie narcystyczny i natrętny, Pedro Sánchez, premier Hiszpanii, ogłosił przedłużenie stanu wyjątkowego do 26 kwietnia. Kongres Deputowanych przegłosował owo przedłużenie 9-ego kwietnia, co odbyło się bez zaskoczeń. Tak jak i dwa tygodnie wcześniej, obie główne partie opozycyjne, Patria Ludowa i Obywatele, zagłosowały za, a Vox przeciwko. Większość Hiszpanów popiera wprowadzenie stanu wyjątkowego z powodu strachu, który może być też spowodowany coraz bardziej dramatyczną sytuacją makro-ekonomiczną. Ta postawa nie jest dziwna. Hiszpania jest jednym z państw, których mieszkańcy mają największe poczucie „fałszywego bezpieczeństwa” w całej Europie. To poczucie toruje drogę rozrostowi władzy państwa. Ale nie zamierzam skupiać się na tym problemie. Celem tego artykułu jest zwrócenie uwagi na kolejny przypadek politycznej hipokryzji. W tym przypadku odnoszącej się do działań przedsięwziętych na Węgrzech.

Viktor Orban wprowadza stan wyjątkowy sine die

Pod koniec marca Zgromadzenie Narodowe Węgier wprowadziło stan wyjątkowy, który daje Viktorowi Orbanowi nadzwyczajne uprawnienia na czas nieokreślony. Około 2/3 członków parlamentu jest z FIDESZ-u, partii Orbana. W nowej sytuacji premier Węgier może rządzić za pomocą dekretów. Państwo może także karać każdego, kto nie zgadza się z „oficjalną wersją” powstania i rozprzestrzeniania się epidemii COVID-19 – także uwięzieniem. W związku z tym wiele organizacji „walczących o prawa człowieka”, które ostatnio przycichły, ogłosiły swoje niezadowolenie. Także i unijni biurokraci przestrzegli przed „upadkiem węgierskiej demokracji”. Ale czy jest jakikolwiek powód, by bardziej przejmować się sytuacją na Węgrzech od tej panującej w Hiszpanii?

Pomimo ciszy, w gabinecie premiera panuje totalitarny duch

Nikt się nie niepokoi, jednak stan wyjątkowy wprowadzony w Hiszpanii w rzeczywistości wcale nie jest „miękki”. Między innymi, narusza prawo do swobody podróżowania. „Jedno przykazanie” zostało stworzone przez zaufanych współpracowników Pedro Sáncheza, wraz ze znacznym wpływem partii Podemos – przynajmniej jeśli chodzi o zduszenie gospodarki. Niezależnie od tych kroków, niewygodne pytania ze strony prasy zostały usunięte, niektóre prywatne media otrzymały subsydia, a władza interweniuje w wiele procesów ekonomicznych – nie tylko w fazie dystrybucji. To prawda, że nikt jeszcze nie wspominał o więzieniu dysydentów, ale panuje ogólna obsesja na punkcie fake news. Co więcej, władza śledzi posty w mediach społecznościowych. Jednak nie powinniśmy się rozpraszać.

Stan wyjątkowy jest niebezpieczny per se

Stawiam na prewencję, ostrożność i decentralizację – nie na wszechogarniającą i wymuszoną kwarantannę. Jednocześnie jestem całkowicie sceptyczny co do wprowadzenia stanu wyjątkowego. Ogólnie mówiąc, niezależnie od osobistych poglądów na temat pochodzenia COVID-19, testowanie kontroli społecznej będzie przydatne by usprawiedliwić jawny kryzys ekonomiczno-finansowy i narzucić polityczny interwencjonizm, taki jak sprzeciwianie się używaniu gotówki czy ponadnarodowy centralizm… Państwo robi to, co umie najlepiej. Powinniśmy też pamiętać, że państwo hiszpańskie jest wynikiem etatystycznego i konstytucyjnego spełnienia. Niektórzy z rządzących nie tylko popierają Front Ludowy takim, jakim był w 1936 roku – oni także wspierają takich przywódców jak Nicolás Maduro i Raúl Castro. Z drugiej strony, nie jest fałszem, że komunizm – manifestacja rewolucji – jest najlepszym przyjacielem globalizacji. Unia Europejska staje się coraz bardziej i bardziej interwencjonistyczna, podczas gdy reżim chiński ma wiele koneksji w ONZ. Na koniec, jestem też zaniepokojony, jakie jeszcze środki może powziąć Viktor Orban, wielki miłośnik rozrostu państwa narodowego. Ale hiszpańscy przywódcy, bliżsi masonerii i Sorosowi, nie są wcale od niego lepsi.

Ángel Manuel García Carmona


Ángel Manuel García Carmona – Urodzony w 1996 Hiszpan. Katolicki paleolibertarianin i anarcho-tracycjonalista. Inżynier oprogramowania i menedżer social media w Asociación Editorial Tradicionalista