W Brytyjskiej polityce, od niemal trzydziestu lat, tak wiele nie działo się równie szybko. Pasmo nieszczęść dla Konserwatystów rozpoczęło się nieudaną kampanią antybrexitową premiera Camerona, klęską w wyborach w 2017 roku, potem fiaskiem negocjacji w sprawie Brexitu i parlamentarnym impasem z nim związanym. „Kropką nad i” stała się dymisja premier Theresy May i porażka w wyborach do Parlamentu Europejskiego, gdzie Torysi w znaczący sposób przegrali z partią dyżurnego eurosceptyka, kontrowersyjnego Nigela Faragea.

Partia Konserwatywna znajduje się w trudnej, ale nie beznadziejnej sytuacji; dalszy kształt jej losów spoczywa w rękach kandydata, które zwycięży 22 lipca w wyborach na przewodniczącego partii. Jeśli wierzyć sondażom, tym kandydatem będzie Boris Johnson, były burmistrz Londynu i dwukrotny szef MSZ Jej Królewskiej Mości. Drugim mniej prawdopodobnym liderem jest Jeremy Hunt, wielokrotny minister wielu resortów, oraz umiarkowany polityk w starym stylu, z klasy średniej. Jakże ciekawe jest zestawienie Hunta oraz Johnsona. Są jak pozytywizm i romantyzm. Pierwszy znany ze swojej drobiazgowości i chłodnej analizy faktów, kreujący wizerunek ostrożnego eksperta i negocjatora; drugi, znany z braku politycznej poprawności i licznych gaf (wśród nich porównanie kobiet noszących burki do skrzynek na listy, historyjek o zabawach Erdoğana z kozą i stwierdzenie, że Obama od Kenijskich przodków wyniósł niechęć do Wlk. Brytanii). Boris Johnson jednak bezbłędnie rysuje obraz dumnego, odnoszącego sukcesy na arenie międzynarodowej Zjednoczonego Królestwa. Pomimo licznych zarzutów o brak konkretnych pomysłów na politykę wewnętrzną, Johnson zdecydowanie bardziej podoba się elektoratowi jako potencjalny premier – według prognoz jego przewodnictwo miałoby dać Torysom przewagę 40 miejsc w Izbie Gmin. Takie wyniki ostatni raz partia zanotowała w 1987, za czasów rządu Margaret Thatcher.

Najważniejszym zadaniem politycznym które stoi przed przyszłym liderem Partii Konserwatywnej jest zneutralizowanie Partii Brexitu. Stanowi ona główne źródło zagrożenia dla pozycji konserwatystów na prawicy. Nowy premier stanie też przed wieloma problemami, zarówno w kraju, jak i za granicą. Po pierwsze sprawa doprowadzenie do skutku wyprowadzenia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej przed końcem października, który Johnson skwitował Tennysonowskim „do or die”. Negocjacje w sprawie opuszczenia UE i ostateczny kształt umowy dwustronnej to ostatnia szansa Konserwatystów na udowodnienie swojej lojalności wobec eurosceptycznych wyborców i sposobność do umocnienia się u władzy. Wciąż czekają nierozwiązane problemy wewnętrzne – kryzys mieszkaniowy, monopolizacja kolei, wysoki poziom danin i niemalejący napływ imigrantów. Jedno jest pewne kolejny lider Partii, okaże się albo kolejnym wybitnym premierem na trudne czasy, albo doprowadzi Brytyjczyków do znaczącego obniżenia poziomu życia.

Autor:  Krzysztof Alewski