BANNER REKLAMOWY

images not found

WESPRZYJ NAS

Pomóź budować
konserwatywno-liberalne
środowisko

A CO W LUBLINIE?

Nie sposób chyba przecenić aktywności lubelskiego KoLibra na lokalnej płaszczyźnie politycznej. Przez cały czas staramy się trzymać obranego kursu, naznaczonego mocnym antysocjalistycznym piętnem rzecz jasna, uskuteczniając w jego ramach szereg rozmaitych pod względem treści koncepcji. Końcem lutego (22.II. 2002r.) wraz z lubelskim UPR’em gościlimy na stołecznym gruncie Janusza Korwin-Mikkego.

W przeciągu kilku zaplanowanych w tym dniu spotkań Prezes jak zwykle dał upust swoim śmiałym poglądom, co niekoniecznie musiało spotkać się z aprobatą wszystkich jego słuchaczy. Dzięki poświęceniu ogółu zaangażowanych sprawa nabrała całkiem przyzwoitego rozgłosu medialnego, choć niewątpliwie przesadą byłoby stwierdzenie, ze zainteresowanie ze strony journalistow przerosło wszelkie granice oczekiwań. Tym niemniej wizytę JKM godzi się wpisać w katalog udanych. Nieco wcześniej, tj. 2 grudnia 2001r. z wielką pompą celebrowaliśmy Dzień na rzecz Kapitalizmu. W tym celu zaprosilimy do siebie Stanisława Michalkiewicza, który wespół z całą elitą wolnościowców lubelskich wziął udział w pro kapitalistycznym pochodzie, a następnie na kanwie „braterskiego” spotkania wygłosił we właściwym dla siebie stylu prelekcję. Wnioskując z nastrojów uczestników imprezy można pokusić się o przypuszczenie, że również i ten dzień na długo zapadnie wszystkim w pamięci (zapewne także próbującym przekrzykiwać się z nami lewicowym anarchistom!). Jako środowisko prawicowe nie mogliśmy również biernie przejść obok daty 13 grudnia (autor zajmuje w tej kwestii odmienne stanowisko!), toteż wraz z innymi lubelskimi młodzieżówkami światopoglądowo sytuującymi się na prawicy polskiej sceny politycznej, uczcilimy w zadumie tragizm tamtych zdarzeń, składając hołd ofiarom komunistycznych represji. Najciekawszym akcentem bytu lubelskiego KoLibra w ostatnim czasie były z pewnością burzliwe obrady podczas dorocznego Zebrania Walnego wszystkich członków. Otóż główny nurt dyskusyjny tego spotkania, odnoszący się początkowo w swym zakresie do spraw funkcjonalno-organizacyjnych, będących przecie fundamentem dla działalności stowarzyszenia, w pewnym momencie, zresztą zupełnie niespodziewanie, zboczył na obszary stricte ideologiczne. Doszło do kąśliwej (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) wymiany zdań. W ferworze zajadłej dysputy zgłoszono szereg wniosków, wskazujących przede wszystkim na potrzebę zrekonstruowania oddziałowych struktur. Padły mianowicie postulaty zmierzające w swej treci do silniejszego zarysowania pozycji prezesa (w niektórych z nich wręcz domagano się całkowitego scedowania uprawnień decyzyjnych na rzecz osoby tego ostatniego), których autorzy mocno poddawali w wątpliwoć demokratyczny charakter obowiązujących procedur, wniesiono również o pozbawienie w ramach oddziału czynnego prawa wyborczego żeńską czeć kolibrowych członków (choć Tych Ci u nas jak na lekarstwo). Kwestia wzmocnienia prezesury zyskała aprobatę w oczach obecnych, co tez wyrażono formalnie aktem głlosowania (w pełnej krasie demokratycznego!!), natomiast „sprawa kobiet”, z uwagi na swa wyjątkowo kontrowersyjną osnowę, ostatecznie upadła. W związku z powyższym autor tego tekstu podniósł sugestię o powołanie Komisji ds. Opracowania Regulaminu (w tej chwili wieńczymy prace nad jego merytorycznym kształtem). Na marginesie warto wspomnieć, ze stanowisko prezesa po raz kolejny z rzędu objął (miłościwie nam panujący????) Piotrek Dreher. Co w przyszłości? Perspektywy naszej działalnoci malują się zgoła intrygująco. Mamy w zanadrzu gros planów, w tym te najważniejsze, tj. udział w debacie na temat UE, organizowanej przez przez studenckie środowisko klubu dyskusyjnego Vade mecuum (KUL), wspólną oddziałową wycieczkę do Lwowa oraz akcję agitacyjną wśród kręgów licealnych. Oczywiście na tym poziomie całokształt naszych pomysłów się nie wyczerpuje, wszak nie pozwala nam na to nasza młodzieńcza kreatywność. Upływ czasu jednak obnaży całą resztę….
Grzegorz Pastuszko, Lublin 30 marca 2002

 

 

KONFERENCJA PRASOWA KOLIBRA W KRAKOWIE

W dniu dzisiejszym, 28. marca 2002 roku w Krakowie odbyła się konferencja prasowa zorganizowana przez Pawła Podsiedlika z Krakowskiego Oddziału SKL KoLiber w sprawie kontrowersyjnego artykułu opublikowanego przez wiceprezydenta K.S.M. Krakowa. W wydaniu Gazety Domowej, pisma dostarczanego do każdego mieszkańca Krakowa, pojawił się artykuł Pana Prezydenta Jedlińskiego, dotyczący sytuacji budżetowej Miasta. Artykuł służyć miał wytłumaczeniu zajadłym przeciwnikom politycznym podstaw polityki budżetowej Miasta. Za tę interesującą lekcję mieszkańcy grodu Kraka są niezwykle wdzięczni, gdyż obala ona wszelkie mylne stereotypy pojawiające się we współczenych finansach. Uogólniając. Dokonując przedstawienia stanu kiesy miejskiej, p. Prezydent zapomniałbył, że za podejmowane kredyty każdy, więc i Miasto musi płacić odsetki, które zmieniają się wraz ze zwiększeniem okresu spłaty. Podejmujący te zobowiązania musi liczyć się z faktem, iż w przyszlości przyjdzie mu sie zmierzyć z problemem zapłaty nie tylko samej podjętej kwoty kredytu, ale i odsetek od tejże. Wdzięczni KoLibranci w imieniu mieszkanców Krakowa przekazali p. Prezydentowi kalkulator i oprawną ściągę z podstawowych wzorów znanych w ekonomii.
Miłosz A. Lodowski, Rafał Olszowski, Kraków 29 marca 2002

PODSIEDLIK DO WICEPREZYDENTA…

W ostatnim numerze Gazety Domowej, czasopisma, które ma dotrzeć do każdego mieszkańca Krakowa, pojawił się artykuł Pana Prezydenta Jedlińskiego dotyczący sytuacji budżetowej Miasta. Artykuł ten, jak wspomniał autor, służył wytłumaczeniu zajadłym przeciwnikom politycznym podstaw polityki budżetowej Miasta. Za tę lekcję mieszkańcy grodu Kraka mogą być niezwykle wdzięczni, gdyż obala on wszelkie mylne stereotypy pojawiające się we współczesnych finansach. Zacznijmy jednak od początku. Porównanie budżetu miasta i gospodarstwa domowego jest niezwykle celnym zestawieniem trafiającym do głowy szarego zjadacza chleba. Przecież każdy wie jak dysponować swoimi pieniędzmi tak by starczyło „od pierwszego do pierwszego”. Ci którzy nie radzą sobie z tym muszą niestety sięgać po środki zaradcze. Jednym z nich jest zaciągnięcie kredytu. I tu przechodzimy do meritum sprawy. …Jak wygląda spłata kredytu… Miasto czy rodzina zaciągając kredyt bierze na siebie obowiązek jego spłacenia, i to spłacenia nie tylko samych rat kredytu ale i odsetek. Odsetki od kredytu stanowią obecnie około 15% rocznie. Wynika więc z tego, że rodzina zaciągająca kredyt w wysokości 1500 zł na 15 miesięcy, spłacany w ratach miesięcznych, musi spłacić kwotę około 1650 zł. Te 150 zł odsetek jest to koszt zaciągnięcia kredytu i o tyle rodzina musi zmniejszyć swe wydatki. W dalszej części artykułu pan Prezydent pisze, że gdy Miasto zaciągnie kredyt na 15 lat sytuacja jest podobna. I tu niestety muszę Pana Prezydenta wyprowadzić z błędu – sytuacja jest zupełnie inna. Zaciągniecie kredytu w wysokości 1500 zł na 15 lat spłacanego w ratach rocznych przy tym samym oprocentowaniu stworzy nam potrzebę spłaty nie 150 zł odsetek a prawie 1800. Jest to kwota przekraczająca wartość kwoty kredytu. Czy sytuacja jest podobna? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Państwu… Inną sprawą jest fakt, że finanse miasta zostają na 15 lat obciążone obowiązkiem spłaty kredytu, który uniemożliwi prowadzenia inwestycji gdyż zwiększa koszty. Owszem, gospodarstwa domowe również sięgają po tego typu kredyty lecz korzystają z tego rzadko, gdyż ryzyko zaciągnięcia takiego kredytu jest spore. Mogą przecież wzrosnąć stopy procentowe, mogą zmniejszyć się dochody. Tego ryzyka Pan Prezydent nie bierze pod uwagę. Przecież to nie on będzie odpowiedzialny za spłatę kredytu tylko jego następcy. Jak mówi Pan Prezydent finanse trzeba utrzymywać pod kontrolą. Święta prawda. Tylko czy można nazwać kontrolą finansów wydawanie finansów miejskich na spłatę odsetek a nie właśnie wspomniane inwestycje?? Wysokie oceny Krakowa nie wynikają z rozsądnej polityki budżetowej lecz z wielkiego majątku jakim dysponuje Miasto. Czy nasz Zarząd chce doprowadzić do tego, że Sukiennice zostaną zajęte przez komornika na poczet spłaty kredytu? Niezwykle się cieszę, że kredyty zaciągnięte przez Miasto nie są przejadane lecz inwestowane, jednak nadal widzę problem zmniejszenia wydatków miasta w przyszłości o koszty obsługi długu. A z resztą jaką robi to różnicę w sytuacji gdy jest deficyt, czy za kredyt wybudujemy most, czy wypłacimy pensję urzędnikowi miejskiemu. W końcu wydatek, to wydatek… Cóż, porównanie z innymi miastami, które są niewspółmiernie bardzie zadłużone wydaje się być niezwykle trafne i przemawiające do rozsądku. Lecz czy Argentyna również nie jest bardziej zadłużona niż Polska a Daewoo bardziej niż GM?? Za inwestycje Zarządowi jesteśmy wdzięczni. Mosty, wiadukty, drogi… To wszystko w końcu udrożni Nasze Miasto. Lecz czy ceną tego musi być zablokowanie inwestycji miejskich na najbliższych kilka lat?? A wracając do dłużników. Chyba zdajemy sobie sprawę, że od kilku lat w Krakowie pojawiła się tendencja do zaciągania kolejnych kredytów na spłatę poprzednich. Ta spirala jeszcze trochę będzie funkcjonować lecz po pewnym czasie musi upaść. A co się dzieje z niewypłacalnymi dłużnikami chyba każdy wie. Lecz to już nie problem Pana Jedlińskiego lecz nas, wszystkich mieszkańców Krakowa, bo to my będziemy mieszkać w mieście-bankrucie niezdolnym nie tylko do inwestycji ale nie mającym pieniędzy na najpilniejsze nawet wydatki. Paweł Podsiedlik
Skarbnik Oddziału krakowskiego Stowarzyszenia KoLiber Prezes Koła Akademickiego UPR 28 marca 2002

INTERWENCJONIZM KONTRA WOLNOŚĆ – POZNAŃSKIE WYKŁADY

18 marca w siedzibie poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Konserwatywno-Liberalnego KoLiber został zainaugurowany cykl wiosennych wykładów i spotkań, mających za zadanie szerzenie wśród poznańskiej młodzieży idei konserwatywno-liberalnej. Pierwszym prelegentem był doktor Jacek Wallusch z Katedry Historii Myśli Ekonomicznej Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. To przede wszystkim jego nazwisko ściągnęło do siedziby Stowarzyszenia ponad 40 osób, głównie studentów Akademii Ekonomicznej. Frekwencja nieco nas zaskoczyła i początkowo zabrakło dla wszystkich miejsc siedzących, jednak w kilka minut uporaliśmy się z tym problemem. Wykład poświęcony był przede wszystkim przedstawieniu korzeni interwencjonizmu gospodarczego i porównanie jego wpływu na gospodarkę i poziom życia obywateli z sytuacją w miarę nieograniczonej wolności gospodarczej. Doktor Jacek Wallusch wspominając, że o interwencjonizmie można mówić już badając historię starożytnych Greków, skoncentrował się na czasach od tzw. Wielkiego Kryzysu. Przedstawił rozwój i upadek tej doktryny gospodarczej. Zauważył, że wśród zachodnich ekonomistów, nawet keynesistów, miraż państwa opiekuńczego, interweniującego w procesy wolnorynkowe prysł już kilkadziesiąt lat temu. Podtrzymywany jest raczej tylko przez polityków, zwłaszcza Eurolandu. W Polsce jednak większa część kadry naukowej ciągle żyje ideami sprzed 50-60 lat. To jest jeden z powodów, że Polska z każdym rokiem wchodzi głębiej w bagno interwencjonizmu, pogłębiając przy tym wielkość wydatków publicznych, długu publicznego, zniechęcając obywateli do aktywności, podtrzymując przestarzałą i nieefektywną strukturę przemysłu. Sytuacja gospodarcza Polski była kolejnym punktem wykładu. Doktor Jacek Wallusch skrytykował wszelkie wytwory interwencjonizmu, nie dające naszemu krajowi szans na swobodny, szybki rozwój. Wskazał na zgubny wpływ monopoli w gospodarce, skrytykował dotowanie państwowych zakładów, instytucję płacy minimalnej, rozwiązywanie problemów społecznych za pomocą zwiększania zasiłków i świadczeń, centralizację, biourokrację, instytucję obowiązkowych składek na rzecz ZUSu, zauważył także negatywną rolę związków zawodowych. Jakie są sposoby wyjścia z obecnej, nie najlepszej, sytuacji polskiej gospodarki? Nasz wykładowca proponował rozbicie monopoli, wprowadzenie niskiego podatku liniowego, likwidację ZUSu, zdecydowane uelastycznienie kodeksu pracy, przeznaczenie środków budżetowych nie na świadczenia socjalne, ale na inwestycje infrastrukturalne. Pytania z sali dopełniły czas wykładu. Odpowiadając na nie dr Wallusch powiedział m.in. że nie grozi nam na razie kryzys taki jak w Argertynie, opowiedział się za przystąpieniem do Unii Europejskiej, mimo że widzi szereg jej minusów. Jednocześnie opowiedział się za pozostaniem poza Europejskim Systemem Walutowym, chociaż zauważył pozytywną rolę wspólnej waluty Euro, przejawiającą się choćby w likwidacji niepewności kursowej.
Artur Polak, Poznań 28 marca 2002

OTWARCIE SIEDZIBY KOLIBRA W POZNANIU

Po pół roku istnienia poznański oddział SKL KoLiber doczekał się własnej siedziby. Z tej okazji postanowiliśmy zaprosić kilku gości i z hukiem otworzyć nowy lokal. Zaproszenia skierowaliśmy do wszystkich liczących się młodzieżowych organizacji działających w Poznaniu. Uroczystością zainteresowały się także poznańskie media. Krótkie notki w gazetach, wywiad prezesa Piotra M. Pilarczyka z Radiem Merkury niewątpliwie przyczyniły się do popularyzacji naszego Stowarzyszenia Uroczystość rozpoczęła się od przemówienia prezesa poznańskiego oddziału SKL KoLiber Piotra M. Pilarczyka. Przedstawił on pokrótce historię KoLibra, z naciskiem na jego działalność w stolicy Wielkopolski. Po tym krótkim wstępie, ksiądz Tomasz Dawidowski dokonał poświęcenia lokalu i w treściwym wystąpieniu życzył naszemu Stowarzyszeniu owocnych działań. Toast szampanem za nowy lokal spełnili wszyscy przybyli, także prezes SKL KoLiber Stanisław Wojtera, który przybył do Poznania specjalnie na tą uroczystość. Jego wykład był głównym punktem programu. W krótkim rysie teoretycznym „Wolność i jej zagrożenia we współczesnym świecie” skoncentrował się na przedstawieniu korzeni idei konserwatywno-liberalnych, krytykował dążenie do równości kosztem wolności. Wpis prezesa „rozdziewiczył” naszą Księgę Pamiątkową. Oprócz Stanisława Wojtery swoje wpisy pozostawili w Księdze również przedstawiciele Forum Młodzieży Konserwatywnej, Stowarzyszenia Młodzi Demokraci, Młodego Centrum, Konwentu Lechia, Szkolnych Klubów Europejskich, Unii Polityki Realnej i Sojuszu Młodej Lewicy. Nieformalne rozmowy kuluarowe zakończyły oficjalną część uroczystości. We własnym KoLibrowym gronie świętowaliśmy jednak otwarcie nowej siedziby do późnych godzin nocnych. Prezes Stanisław Wojtera nie ukrywał, że nowy lokal bardzo mu się podobał: „Jestem pod dużym wrażeniem nowej siedziby KoLibra w Poznaniu. Otwarcie było bardzo uroczyste, cieszy mnie także fakt, ze poznałem grono ludzi bardzo ideowych i zaangażowanych. Jestem pewien, ze oddział Poznański wkrótce będzie należał do czołowych w KoLibrze”. Patrz też fotoreportaż.
Artur Polak, Poznań 18 marzca 2002

BELKA UTOPIONA(Y)

W proteście przeciwko narastającemu w Polsce uciskowi podatkowemu o/Trójmiasto KoLibra zorganizował happening pt. „topienie Belki”. W słoneczny acz chłodny pierwszy dzień wiosny na molo w Sopocie zamiast tradycyjnej Marzanny wrzuciliśmy do morza… belkę. Wyraziliśmy nadzieję iż wraz z zimą odejdzie ze stanowiska minister finansów Marek Belka, odpowiedzialny za wprowadzanie coraz to nowych podatków. Wrzucenie belki do morza wywołało aplauz licznie zgromadzonych na molo wagarowiczów. Akcja cieszyła się sporym zainteresowaniem mediów (relacja ukazała się m. in. w lokalnym dodatku „Gazety Wyborczej”). Szczególne podziękowania należą się kol. Filipowi Stankiewiczowi z Gdańska, który kierował przygotowaniami do akcji.
Notka z „Dziennika Bałtyckiego” Marcin Horała, Gdynia 21 marca 2002

MICHALKIEWICZ W TARNOWIE

W dniu 15.03.2002 obyło się w Tarnowie spotkanie z Panem Stanisławem Michalkiewiczem. Organizatorem spotkania był Oddział Tarnowski SKL KoLiber. Patronat medialny objęła Małopolska Gazeta Studencka. Spotkanie rozpoczęło się o 18.00 i miało tytuł „Pokusy Unii Europejskiej”. W czasie trwającego 3 godziny spotkania Pan Michalkiewicz wygłosił prelekcję na temat perspektyw zwianych z wejściem Polski do UE i zagrożeń z tym zwianych. Przedstawił trzy aspekty procesu wchodzenia Polski do UE: ekonomiczny, polityczny i ideologiczny. Aspekt ekonomiczny – Unia Europejska jest atrakcyjnym rynkiem dla Polski, z którego, jak zauważył p. Michalkiewicz, nasz kraj korzysta, ponieważ 65% obrotu handlowego mamy z UE, jednak nie jest to dostęp gwarantowany. Dlatego UE powiada: dobrze, możecie mieć dostęp gwarantowany jeśli się dostosujecie do naszych warunków. I stąd wynika cały program dostosowawczy (170 ustaw), w którym są rzeczy słuszne, które trzeba by było zastosować nawet gdyby UE nie istniała, ale większość rozwiązań jest niekorzystna ponieważ osłabiają konkurencyjność, i tak już słabej, polskiej gospodarki poprzez zwiększenie kosztów. Wprawdzie spełniając te warunki uzyskamy pełny dostęp ale nie będziemy konkurencyjni, więc ten gwarantowany dostęp do niczego nam się nie przyda. Pan Michalkiewicz mówił też, że na początku UPR nie była przeciwko wejściu Polski do UE, tylko stwierdził że dobre byłoby wprowadzenie Polski do UE na zasadzie raju podatkowego tzn. żebyśmy mogli sami kształtować swoja politykę fiskalną. Na to jednak UE się nie zgodziła i dlatego podejrzewana jest o złe intencje, chęć wykorzystania nas. Dlatego stosunek UPR do UE jest teraz inny, a przebieg dotychczasowych rokowań utwierdza w tym przekonaniu. Ciekawe jest jeszcze, że przystępując do rokowań polscy negocjatorzy stwierdzili, że negocjujemy wejście do UE choć i tak nie mamy alternatyw. Jeżeli nawet była by to prawda, to tak się w negocjacjach nie postępuje. Później licznie – około 100 osób – zgromadzeni mieszkańcy z Tarnowa i okolic (Wojnicz, Brzesko, Dąbrowa Tarnowska, Bochnia) zadawali naszemu gościowi pytania. Spotkanie było bardzo udane. Wcześniej Pan Michalkiewicz przebywał na spotkaniu w III LO w Tarnowie w Klubie Europejczyka. Jednym z ciekawszych fragmentów tegoż spotkania był moment kiedy p. Michalkiewicz stwierdził, iż istnieje możliwość, po wejściu do UE, pozbawienia naszego kraju części granic państwa. Jeden z młodych ludzi – bardzo pewny siebie – stanowczo zaprotestował twierdząc że to niemożliwe… i tak się nie stanie. Był to członek Sojuszu Mlodej Lewicy. P. Michalkiewicz odpowiedział mu, że po wejściu do UE np. Niemcy mieszkający na terenie naszego kraju będą mogli brać udział w wyborach samorządowych i przecież mogą te wybory wygrać i zrobić referendum o zmianę granic….. Ten chłopak nie zadawał już więcej pytań. Nasz gość udzielił wywiadu lokalnej TV kablowej, radiu Maks i dwóm gazetom.
Krzysztof Skrobiś, Tarnów 15 marca 2002

NSZZ Solidarność KONTROWAŁ KoLibra

W piątek, 26 kwietnia, członkowie i sypatycy Stowarzyszenia KoLiber zebrali się pod budynkiem giełdy w Warszawie aby wyrazić swoj sprzeciw dla związków zawodowych. Mieliśmy ze sobą transparenty „Miej kodeksu=więcej pracy”, „Ty masz pracę a ja nie. Zamień się!” (to przede wszystkim do związkowców), oraz „Związki zawodowe to zwolnienia masowe”. Nasza manifestacja cieszyła się niezwykłą popularnością. Proszę sobie wyobrazić, że w tym dniu, w celu zrobienia kontry KoLibrowi, zjechało się do Warszawy około 25 tysięcy związkowców z NSZZ Solidarność. Naprawdę nie spodziewaliśmy się tego, że związkowcy uznają nas za tak duże zagrożenie dla swoich interesów. Jest to jednak zrozumiałe: my protestowaliśmy w imieniu bezrobotnych, oni w imieniu swoich własnych interesów bo ich interesy nie są to nawet interesami pracujących. Kiedy się do nas zbliżyli zaśpiewaliśmy im piękną piosenkę: Siekiera, motyka, piłka, struna, Solidarność to KOMUNA! Siekiera, motyka, Marian gra, Tylko inną nazwę ma! Skandowaliśmy równiez: „Mniej kodeksu – więcej pracy!”, „Wszystkie związki na Powązki” ale związkowa tłuszcza była w stanie odpowiedzieć jedynie petardami, jajkami, gwizdami, pokazywaniem obraźliwych gestów a nawet łapaniem się za genitalia! W pewnym momencie zwątpilismy w sens naszej pikiety. Zobaczyliśmy nieświadomych ludzi, niektórych pijanych, zachowujących się agresywnie. Doszło do nas, że ci ludzie nic nie rozumieją, nie wiedzą o co walczą, wiedzą tylko za kim iść. Po raz kolejny ktoś wykorzystał biednych, zdesperowanych ludzi do swoich własnych interesów. Ci ludzie nie mają świadomości, że na ich przywileje muszą płacić prywatne firmy czyli ludzie zatrudnieni w sektorze prywatnym. Im było fajnie bo się przejechali do stolicy, bo niektórzy się napili, bo pokrzyczeli, bo mogli nie iść do pracy. W czasie kiedy oni się dobrze bawili, inni na nich pracowali. Całe miasto było zakorkowane, nawet karetki nie mogły przejechać. Dla nas była to smutna manifestacja, zobaczyliśmy jak ludzie są wykorzystywani, jak przez to cierpią i jak ślepo wierzą tym, którzy ich już setki razy zdradzili. Miejmy nadzieję, że stanie się coś co sprawi, że ci ludzie zaczną samodzielnie myśleć i wyzwolą się od demagogicznych przywódców związków zawodowych. NIE BÓJMY SIĘ MYŚLEĆ! Ogólnie manifestacja się udała, znów gdzieś nas pokazano, znów ktoś się zainteresował. Nie przeskoczymy socjalistycznej góry od razu ale małymi kroczkami ją przekroczymy. Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w manifestacji. Tak trzymać!
Adam Wojtasiewicz, Warszawa 26 kwietnia 2002

SPRAWOZDANIE Z RADY KRAJOWEJ

Warszawa, 6 kwietnia br. Rada Krajowa rozpoczęła się niedługo po zamknięciu konferencji na temat PRL, około godziny 15. Wśród zebranych sporo było osób nie biorących formalnie w Radzie udziału, czyli widzów od czasu do czasu zadających przeróżne merytoryczne pytania (krzykaczy np. z FMUP na szczęście zabrakło ;)). W trakcie Rady napływali jeszcze spóźnieni uczestnicy i obserwatorzy, wśród nich również i tacy, którym zablokowano koła za nieprawomyślne parkowanie, ofiary spóźnień PKP itp. Na początku, oczywiście, przegłosowaliśmy (na Radzie Krajowej byłem przedstawicielem o/Wrocław, miałem więc prawo głosu) porządek obrad, a gdy już tej formalności stało się zadość (przy jednej przyjętej propozycji poprawki z sali) zaczęły się prawdziwe obrady. Zgodnie z punktem pierwszym PO przedstawiono uczestników obrad, w tym władze, jako to Staszka Wojterę, Wojtka Bartelskiego, Andrzeja Oszmiana, Artura Dziambora i Bartka Witwickiego oraz delegatów oddziałowych. Szczególnie widoczny był licznie reprezentowany nowopowstały oddział kielecki, który zdążył już zasłynąć jako najbardziej wysportowany (karatecy!! Wrogom KL na pohybel! ;)). Całość prezentacji podsumowała skrzętnie wypełniana lista obecności. W następnym punkcie zatwierdziliśmy prawie jednogłośnie (przy jednym głosie wstrzymującym) protokół z poprzednich obrad Rady Krajowej, po czym przeszliśmy bez zbędnych dyskusji do następnego punktu, czyli omówienia stanu organizacyjnego KoLibra. Z wielką przykrością przyjęliśmy decyzję o rozwiązaniu oddziału toruńskiego, który po WFC przestał się z nami komunikować i płacić składki. Wielokrotne próby kontaktu i wspomożenia morale zakończyły się fiaskiem, wobec czego oddział został oficjalnie rozwiązany. Natomiast bardzo satysfakcjonujący był fakt zorganizowania się dwóch nowych oddziałów: śląskiego i kieleckiego, oraz koła w Opolu, podległego w niedalekiej przyszłości Wrocławiowi. Krótkie przedstawienie nowych KoLegów nie zakłóciło porządku, nikt nie został ranny, więc wszyscy byli bardzo zadowoleni. Przedstawiciele oddziałów zaprezentowali sytuację w swoich regionach, ostatnie swoje działania i plany na najbliższą przyszłość. Autorami najniezwyklejszego wystąpienia byli wysłannicy oddziału lubelskiego (głosem prezesa udało się odrzucić uchwałę ograniczającą udział kobiet ich władzach!), reszta z nudów robiła swoje. W skrócie, bywa różnie, choć ogólnie optymistycznie – w jednych oddziałach sytuacja wygląda znakomicie (Trójmiasto, drugi po Warszawie), w innych inaczej (najbardziej krańcowym przykładem upadły Toruń). Kolejnym punktem obrad były nasze plany na najbliższe miesiące. Dyskutowano też o różnych sprawach organizacyjnych, po czym obrady zakończono. Wszyscy gromadnie udaliśmy się na KoLibrową imprezę w mokotowskim klubie Lagos.
Jan Lewiński, Wrocław 23 kwietnia 2002

HAPPENING KOLIBRA POD SEJMEM

Kolejna udana akcja KoLibra! Dzisiejszy happening „Telewizna publiczna” to kolejna udana akcja naszego stowarzyszenia. Znakomicie wyreżyserowane przedstawienie obserwowane z niepokojem przez spacerujących pod Sejmem posłów rządzącej koalicji wzbudziło olbrzymie zainteresowanie mediów i przechodniów. Punktualnie o jedenastej na skwerku przed Sejmem rozpoczął się talk-show dotyczący sytuacji w polskich mediach. Prowadzący Adam Wojtasiewicz (poza anteną prezes oddziału warszawskiego KoLibra ) przywitał zgromadzonych gości oraz licznie zebraną publiczność. Pierwsze pytania, by trzymać się konwencji „wyciskaczy łez”, skierowane były do zwykłych, szarych zjadaczy chleba, z którymi utożsamić się może każdy obywatel. Bohaterowie przynieśli do studia swoje własne telewizory, które w ich domach pełnią funkcję pełnowartościowego członka rodziny. Niestety okazało się, że raczej nie są oni zadowoleni z treści, jakie odbiorniki TV emitują, nie podoba im się system abonamentu telewizyjnego. Jeden oglądał tylko telewizję prywatną, inny w ogóle, bo nie ma czasu. Trzeci uczestnik narzekał na programy z serii Millerexpress i Monitor Rzadowy o 19.30, w których nieustająco nadawana jest fizis premiera Leszka Millera. Opowiadał o tym, jak pełen błogiej nieświadomości, wynikającej z nieumieszczenia znaczka o kolorze czerwonym, w niedozwolonym czasie natknął się na emisję programu gatunku porno, w którym swoje wątpliwej urody ciało prezentowała pani minister Jakubowska. Ponieważ program niejako wymykał się spod kontroli prowadzący wezwał Stanisława Wojterę, prezesa Stowarzyszenia KoLiber. Okazało się jednak, że zdanie fachowca nie odbiegało zdecydowanie od głosu obywatelskiego. Staszek w skrócie opowiedział o tym, jak żałosna jest sytuacja w mediach. Ratujący sytuację spiker spytał wówczas o przygotowywaną nowelizację ustawy. Gdy ekspert rozpoczął swoją wypowiedź od zdania, że będzie jeszcze gorzej, w studio/na skwerku zawrzało. – Jak to jeszcze gorzej? – zakrzyknął Marcin, uczestnik programu, kopiąc jednocześnie własny telewizor. Słowa te podziałały niczym wystrzał z pancernika „Aurora”. Nie panujący już nad własnymi emocjami Krzysztof, drugi z uczestników, podniósł swój telewizor wysoko nad głowę (musiał coś przy okazji poruszyć w gniazdku, gdyż na telewizorze zabłysło oblicze premiera Millera). Wyrzucony daleko przed siebie telewizor implodował raniąc w rękę Wojtka, trzeciego uczestnika. Wtedy nastąpiła rzecz niespodziewana. Ten z natury spokojny człowiek, który w wypowiedziach podkreślał, że nie ma czasu na telewizję, bo bez reszty poświęca się karierze naukowej, wyrwał z rąk uczestnika Krzysztofa metalową rurę (aktor w chwilach wolnych jest rączką od lewarka do Liaza) i … począł dewastować wszystkie telewizory które miał w zasięgu. Gdy pozostali uczestnicy uzbroili się w młotki skonfiskowane telewizyjnej ekipie technicznej i zaczęli kontynuować dzieło zniszczenia prowadzący w pośpiechu zakończył program. W happeningu czynny udział wzięły media, filmując wiele frapujących ujęć. W zasadzie gdyby zebrać kasety i dobrze zmontować wyszedłby niezgorszy teatr telewizji. Bez abonamentu. Po przedstawieniu nadszedł czas na część oficjalną. Po obowiązkowych wywiadach petycję z rąk KoLibrantów odebrała pani poseł Zyta Gilowska i obiecała, że klub Platformy Obywatelskiej zrobi wszystko, by nowelizację odrzucić. Następnie delegacja KoLibra udała się do marszałka Borowskiego, by złożyć apel do parlamentarzystów na jego ręce. Można by powiedzieć, że to jedyne fiasko dzisiejszego happeningu, gdyż marszałek Borowski nie powtórzył czynu swojej mądrzejszej koleżanki z klubu PO. A w krótce kolejne happeningi w których też możecie wziąć udział. Śledźcie przeto informacje na www.koliber.org! Patrz też fotoreportaż.
Krzysztof Górniak, Warszawa 18 kwietnia 2002

DRŻENIE O POSADKI

„Praca albo kodeks”, „OPZZ niet” czy „Manicki na zasiłek” – z takimi hasłami stanęliśmy wczoraj przed pomnikiem Grunwaldzkim. Przy pomniku, a potem także przy Bramie Floriańskiej rozdawaliśmy ulotki pokazujące, że w Polsce kodeks pracy zabiera ludziom pracę. Solidaryzujemy się z protestującymi na ulicach – jeśli chodzi o walkę z bezrobociem, bo ono degraduje człowieka. Ale nie zgadzamy się z metodami, które proponują związkowcy, jesteśmy przeciwko usztywnieniu kodeksu pracy – tłumaczyliśmy przechodniom z zaciekawieniem przyglądającym się nam i związkowcom z „Solidarności” i OPZZ zmierzającym na manifestację na ulicę Basztową. Nasza pikieta przebiegła spokojnie, staliśmy w pewnym oddaleniu od demonstracji związkowej. Naszym celem było dotarcie do jak najszerszej publiczności a nie konfrontacja ze związkami. Cel ten zrealizowaliśmy dzięki sporemu zainteresowaniu mediów.
Paweł Podsiedlik, Kraków 12 kwietnia 2002

TY MASZ PRACĘ A JA NIE. ZAMIEŃ SIĘ!

Kilkaset osób z „Solidarności” i OPZZ, protestujących w Warszawie przed Ministerstwem Pracy przeciwko zmianom w Kodeksie pracy spotkało się z kontrą ze strony KoLibra. Protestujący związkowcy trzymali transparenty z napisami: „Bronimy interesów ludzi pracy, emerytów i rencistów”, „Pracy i płacy”, „Chcemy godnie żyć”. Oczywiście do socjalistycznych związków zawodowych przyłączyli się ich sympatycy – anarchiści (sic!), młodzi z PPSu, z Pracowniczej Demokracji i inne mutacje komunistów. Przed ministerstwem wielokrotnie dochodziło do „przepychanek słownych” między w/w grupą a kontrprotestującymi ludźmi z naszego stowarzyszenia. KoLibrowcy skandowali hasła: „Ty masz pracę, a ja nie – zamień się”, „Mniej Kodeksu więcej pracy”. Niesliśmy transparenty: „Związki zawodowe to zwolnienia masowe”, „Mniejszy kodeks – więcej pracy”. Skrót OPZZ rozwinęliśmy jako: „Odbierają Pracę, Zagrabiają Zyski”. Związkowcy krzyczeli do nas: „Pajace”, „Myślący inaczej”, „Pedały”. Gdy graliśmy na werblu związkowcy obrzucili nas drobnymi monetami. Dziękujemy bardzo związkowcom ale my, w przeciwieństwie do nich, jałmużny nie chcemy. Chcemy pracować! Nasza demonstracja przebiegła spokojnie i bez większych zakłóceń. Dziękujemy policjantom za uniemożliwienie wojującym anarchistom i młodym lewakom popsucia naszego protestu. Jak przystało na prawdziwych konserwatystów, na wszelkie obraźliwe i agresywne hasła z ich strony, zareogowaliśmy pełnym zrozumieniem dla tych nieszczęśliwych ludzi. Patrz też fotoreportaż.
Adam Wojtasiewicz, Warszawa 11 kwietnia 2002 maj 2002

BYDGOSKI KOLIBER Z PISKORSKIM O UE

W dniu 15 maja 2002 bydgoski KoLiber współorganizował wraz ze Stowarzyszeniem Młodzi Demokraci spotkanie z posłem Pawłem Piskorskim. Spotkanie upłynęło w miłej atmosferze, ostro dyskutowaliśmy z panem posłem o integracji Polski z UE. Pan poseł Piskorski wyraził opinię iż nie ma alternatywy, czemu się przeciwstawiliśmy. Spotkanie odbyło się w publie Chesterfield’s w hotelu City.
Paweł Kranc, Bydgoszcz 17 maja 2002

3 MAJA W GDYNI

Z wielką życzliwością mieszkańców Gdyni spotkała się współorganizowana przez KoLibra akcja uczczenia świeta Konstytucji 3 Maja. Rozdaliśmy ok. 10 tys. proporców w barwach narodowych oraz okolicznościowych ulotek. Przedstawialiśmy na niej organizujące obchody organizacje, oraz zamieściliśmy posłanie przewodniczącego komitetu honorowego obchodów – prof. Lecha Kaczyńskiego. Zobacz pełen tekst posłania Okazało się, że przygotowaliśmy zdecydowanie za mało materiałów! Proporczyki i ulotki były dosłownie rozchwytywane. Pod nasz punkt podjeżdżały bez przerwy nowe pojazdy. Proporczyki pojawiły się na antenach samochodów w całym mieście. Udekorowane zostały również taksówki, samochody agencji ochrony, policjii, straży miejskiej, a nawet furgonetka żandarmerii wojskowej. Już o godzinie 14.00 nie mieliśmy co rozdawać – wszystkich mieszkańców Gdyni dla których zabrakło choragiewek bardzo przepraszamy. Na przyszły rok obiecujemy przygotować ich co najmniej dwa razy więcej! Nasza akcja spotkała się z dużym zainteresowaniem mediów. Obszerna relacja ukazała się na przykład w głównym wydaniu wiadomości lokalnych TVP. Bardzo ucieszyła mnie duża frekwencja KoLibrantów. Przebiliśmy liczebnie WSZYSTKIE partie i stowarzyszenia biorące udział w oficjalnych obchodach. Serdeczne podziękowania należą się naszym przyjaciołom z UPR i PiS z którymi współorganizowaliśmy akcję. Szczególnie istotny wkład wnieśli pp. Rafał Olszewski, pełnomocnik miejski PiS, oraz Zbigniew Kozak prezes o. pomorskiego UPR – bez ich pomocy akcja nie byłaby możliwa.
Marcin Horała, Gdynia 3 maja 2002

FLAGI W BYDGOSZCZY

W dniu 02.05 2002 bydgoski KoLiber wraz z Młodymi Demokratami zorganizował w centrum miasta akcję pod hasłem „Czy masz biało-czerwoną flagę”. W czasie akcji rozdaliśmy 500 sztuk flag narodowych polskich. Początek akcji ustaliliśmy na godzinę 12.00. Bardzo mile zaskoczyli nas mieszkańcy Bydgoszczy, gdyż już o 11:30 ustawiła się kolejka długa na około 100 osób. Flagi rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Było bardzo sympatycznie, w tle leciały pieśni patriotyczne.
Paweł Kranc, Bydgoszcz 2 maja 2002

PIERWSZY MAJA W WARSZAWIE

Ludzie młodzi należą do grupy najbardziej zagrożonej bezrobociem. Rząd Leszka Millera nie robi nic aby obecną sytuację poprawić. Wprost przeciwnie: nakłada na pracodawców i pracowników coraz to większe obciążenia fiskalne, przez co skutecznie hamuje rozwój rynku pracy. Na dodatek roszczeniowa postawa związków zawodowych potęguje negatywną działalność rządu. Postanowiliśmy zamanifestować swój sprzeciw dla takiej polityki. Zebraliśmy się 1 maja o godzinie 10.00 pod pomnikeim Mikołaja Kopernika w Warszawie. Tak jak Kopernik ruszył Ziemię, tak my postanowiliśmy domagać się ruszenia gospodarki i zahamowania rozrastającego się etatyzmu. Przyłączyli się do nas członkowie i sympatycy kilku organizacji młodzieżowych min. Młodzieży Wszechpolskiej, Organizacji Młodej Polski, Ligii Republikańskiej, Forum Młodych PiS, Młodych Konserwatystów, w sumie ponad 40 osób. „Mniej kodeksu, więcej pracy!”, „Ty masz pracę a ja nie. Zamień się!”, „Lewico pozwól żyć”, „SLD dusi mnie!”, „MILLER KILLER” to tylko niektóre z haseł jakie mieliśmy na swoich transparentach. Tuż przed godziną 11.00, kiedy nieopodal ruszył pochód organizowany przez OPZZ, z premierem Millerem na czele, rozpoczęliśmy głośne skandowanie naszych haseł w stronę zgromadzonej lewicy. Głośne „Chcemy pracy! Nie jałmużny!”, „Niskie podatki, bandyci za kratki!” przeplatało się z donośnym „Wolne media!” i „SLD-KGB”. Wzbudziło to oczywiście ogromne zainteresowanie niezależnych dziennikarzy, którzy wspomnieli o nas w mediach ogólnopolskich i lokalnych. Nawet dziennikarze z „reżimowej” TVP podziękowali nam brawami za obronę wolności słowa. Manifestację zakończyliśmy o godzinie 12.00. Wzbudziliśmy duże zainteresowanie warszawian, którzy jak zwykle licznie zgromadzili się przy Krakowskim Przedmieściu. Nie zawiedliśmy ich. Nawet mistrz Kopernik nie mogł znieść pogarszającej się sytuacji w kraju i wyrwał jedemu KoLibrantowi transparent „SLD DUSI MNIE”! Nic w tym dziwnego, Kopernik był również bardzo dobrym ekonomistą i wie czym grożą rządy SLD-UP. Mistrzu – KoLiber z Tobą! Zobacz fotoreportaż
Adam Wojtasiewicz, Warszawa 1 maja 2002

PIERWSZY MAJA W KIELCACH

Około 1,500 wszelkiej maści lewicowców nie spodziewało się żadnych przeszkód w swym tradycyjnym, tryumfalnym 1-majowym przemarszu spod kieleckiego Centrum Kultury do parku miejskiego „na kiełbaski”. Gdy jednak grupa siedmiu KoLibrantów uzyskała po żmudnych pertraktacjach najpierw ze Strażą Miejską, a później z Policją pozwolenie na „okupowanie” części ulicy Sienkiewicza (główna ulica miasta) dla kieleckiej lewicy nadeszły chwile niepewności. Przywitaliśmy pochód z transparentami: „Zamiast świętować idźcie pracować”, „Lewico nie duś gospodarki” i „Belka obniż podatki”. Staliśmy tak w ciszy, nie wiedząc czy możemy skandować- dostaliśmy zakaz od Straży Miejskiej; Policja natomiast nie miała na ten temat wyrobionego zdania (jeszcze jeden argument za zlikwidowaniem Straży Miejskiej). Mimo tej ciszy, na twarzach kieleckich prominentów z SLD widać było wielkie zdziwienie naszą akcją, próbowali to maskować… machaniem do nas. Po przejściu czerwonej zarazy otworzyliśmy w tym samym miejscu kramik „Precjoza z PRL-u” tylko z octem, sznurówkami i papierem toaletowym oraz rozdawaliśmy ulotki reklamujące nasze Stowarzyszenie i antyreklamujące to lewackie święto (w planach miało też być mięso spod lady ale jak to za komuny- były u nas akurat braki). Powracające z parkowej sjesty starsze kobiety próbowały zniszczyć nasze przedsięwzięcie drąc ulotki i mimo ubywających z czasem KoLibrantów- nie daliśmy się. Nasza pikieta to już druga, i do tego udana akcja (po wspólnie zorganizowanej z UPR-em manifestacji antypodatkowej z 25.IV) liczącego sobie już trzy tygodnie oddziału KoLibra w Kielcach. Zakończyła się pełnym sukcesem medialnym- wzmianki o nas zamieściły: Gazeta Wyborcza, Echo Dnia i Słowo Ludu, o tej akcji wspomniało także Radio Kielce.
Daniel Dybała, Kielce 1 maja 2002

PIERWSZY HAPPENING ANTYSOCJALISTYCZNY W PŁOCKU

Mimo że oddział KoLibra w Płocku dopiero powołujemy do istnienia, to już pod kolibrowym logiem zorganizowaliśmy happening z okazji pierwszomajowego Święta Pracy. Wzbudziliśmy zainteresowanie społeczności, lokalnych mediów, odbyliśmy pierwsze rozmowy, udzieliliśmy pierwszych wywiadów, pozowaliśmy do pierwszych zdjęć, ale przede wszystkim wzbudziliśmy zaskoczenie organizującego pochód OPZZ. Nasza skromna, bo pięcioosobowa akcja polegała między innymi na rozdaniu przygotowanych ulotek, pokazaniu się społeczności Płocka z transparentami SOCJALIZM=BEZROBOCIE i LIBERALIZM=PRACA. Jest to o tyle istotne, że większość radnych z Płocka, z prezydentem na czele reprezentuje poglądy lewicowe. Mamy świadomość tego, że Płock wraz ze zlokalizowanym w naszym mieście Orlenem, jest ważnym punktem strategicznym w Polsce. Dlatego stawiamy sobie za cel szerzenie tutaj pogladów liberalnych.
Artur Dunal, Płock 1 maja 2002

 

 

© 1999-2021 Stowarzyszenie Koliber, ul. Żurawia 47/49 lok. 205, 00-680 Warszawa.

  • image not found
  • Sfinansowano przez Narodowy Instytut
    Wolności - Centrum Rozwoju
    Społeczenstwa Obywatelskiego
    ze środkow Programu Rozwoju
    Organizacji Obywatelskich
    na lata 2018 - 2030

  • image not found