Wywiad z dr. Jerzym Lackowskim w „Gońcu Wolności”

Październikowy „Goniec Wolności” poświęcony jest ze względu na Święto Edukacji Narodowej wykształceniu. KoLega Michał Janik przeprowadził intrygujący wywiad z dr. Jerzym Lackowskim. Zapraszamy do lektury.

 

Jerzy Lackowski to doktor nauk humanistycznych, absolwent fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Jagiellońskim, dyrektor Studium Pedagogicznego UJ, były wojewódzki kurator oświaty w Krakowie (1990-2002), były doradca parlamentarnych komisji edukacyjnych, były członek Rady Konsultacyjnej MEN ds. Reformy Edukacji, były radny Miasta Krakowa, były wiceprzewodniczący wojewódzkiego krakowskiego Sejmiku Samorządowego. Członek zespołu edukacyjnego Rzecznika Praw Obywatelskich. Kieruje pracami Komitetu Obywatelskiego „Edukacja dla Rozwoju“. Autor projektu „Szkoła obywateli“. Zajmuje się badaniami efektywności funkcjonowania systemów oświatowych i szkół, jakości pracy nauczycieli, zasad finansowania edukacji ze szczególnym uwzględnieniem możliwości wprowadzenia do niej mechanizmów rynkowych. Prowadzi blog na temat systemu edukacji.

Michał Janik – Jakie są ogólne koncepcje obecnych władz oświatowych (rozumianych szeroko, jako ministerstwo i kuratoria) co do zadań szkoły i tego, jak je realizować? Jak Pan je ocenia?

Jerzy Lackowski – W działaniach obecnych władz oświatowych trudno dostrzec jakieś pozytywne koncepcje, dotyczące istotnych zadań szkoły. Mamy do czynienia z działaniami nakierowanymi na budowę szkoły o obniżonych wymaganiach, szkoły zanurzonej w bliskiej lewicy ideologii „wychowywania” bez oparcia o uniwersalne wartości, szkoły preferującej pracę w grupie kosztem rozwoju indywidualności. To ma być szkoła nie tyle kształtująca obywateli Rzeczypospolitej, ile placówka formująca konsumentów – mieszkańców mitycznej Europy, ludzi słabo zakorzenionych w polskości. Stąd też biorą się rozmaite akcje MEN (typu „Otwarta szkoła”) oraz w tym tkwią pomysły takich zmian, jak obniżenie wieku rozpoczynania obowiązku edukacyjnego przez dzieci, czy też nowa koncepcja kształcenia w polskich szkołach, ograniczająca powszechne kształcenie ogólne do 10 lat (powszechne nauczanie historii, geografii, fizyki, chemii i biologii zakończy się w pierwszej klasie szkoły pogimnazjalnej). Trzeba także zauważyć, iż obecna administracja szkolna jest niechętna rzeczywistej współpracy z rodzicami, wspiera natomiast obecność w szkołach rozmaitych organizacji pozarządowych. Wynika to z pragnienia ograniczenia wpływu rodziców na kształtowanie osobowości ich dzieci.

MJ – Co Pan sądzi o jednoczesnym obniżaniu poziomu nauczania i wcześniejszym wysyłaniu dzieci do szkół? Jaki w tym jest sens?

JL – To są działania powiązane ze sobą. Spotykają się tutaj dwie kwestie: klasyczne dla państwa biurokratycznego pragnienie ograniczenia wpływu rodziców na wychowanie dzieci oraz stworzenie przez to państwo iluzji powszechnego kształcenia swoich obywateli.

Taka masowa edukacja o obniżonych wymaganiach jest szczególnie szkodliwa dla najlepszych. Preferuje ona przeciętniactwo (swoistą bylejakość), co stanowi dla polskiej przyszłości ogromne zagrożenie, gdyż jesteśmy narodem z bardzo słabymi elitami i taka edukacja uniemożliwia ich kreowanie. Trzeba również pamiętać, że szkoła bez wymagań to w przyszłości jej absolwenci bezradni w zderzeniu z wymaganiami współczesnego świata. Poza tym ludzie samodzielnie myślący i krytyczni wobec władzy są dla niej często niewygodni, natomiast wypromowani przez nią przeciętniacy staną się jej wiernymi żołnierzami. Innymi słowy, będziemy mieli społeczeństwo pozbawione autentycznych przywódców, czyli ludzi, którzy byliby prawdziwymi arystokratami serca, umysłu i ducha.

MJ – Czemu ma służyć umożliwienie promocji z klasy do klasy z jedną oceną niedostateczną na poziomie liceum? Czy uczeń, który nie radzi sobie z opanowaniem jakiegoś przedmiotu nawet na poziomie podstawowym, może być cennym nabytkiem np. dla wyższych uczelni?

JL – To jest element budowania iluzji edukacyjnej, opartej na wysokich wskaźnikach statystycznych, z kompletnych lekceważeniem jakości kształcenia. To jeden z wielu skandali „oświaty wg recepty minister Hall”, swoista powszechna amnestia od wymagań, zjawisko zupełnie niedostrzegane przez media. Dzięki takiemu zabiegowi można epatować wysokimi wskaźnikami „skuteczności” pracy liceów ogólnokształcących. Tak na marginesie warto zauważyć, iż wprowadzenie takiej możliwości to złamanie zasad oceniania, zgodnie z którymi uczeń otrzymuje ocenę niedostateczną na zakończenie nauki w danej klasie, gdy braki w jego wiedzy i umiejętnościach uniemożliwiają mu naukę przedmiotu w następnej.

Oczywiście taki uczeń jest kompletnie nieprzygotowany do poważnego studiowania, jednak w Polsce dla wielu szkół wyższych jest cenny, gdyż bardzo często tacy uczniowie lub niewiele od nich lepsi po ukończeniu LO umożliwiają im działanie. Tylko że trudno nazywać proces ich edukacji studiowaniem. W efekcie mamy coraz większą grupę ludzi mających jedynie formalne wykształcenie i wprawdzie możemy się chwalić (co uwielbia obecna władza), iż należymy do ścisłej czołówki krajów o najwyższych wskaźnikach podejmowania studiów, ale dalece gorzej wyglądamy w rankingach jakości i efektywności kształcenia.

MJ – Często przeciwstawia się nauczanie encyklopedyczne nauczaniu umiejętności. Czy Pana zdaniem można posiąść umiejętności, nie mając wiedzy?

JL – Oczywiście umiejętności należy opierać na posiadanej wiedzy. Przy czym we współczesnym świecie należy kreować model szkoły zarządzającej wiedzą, czyli placówki, w której młodzi ludzie uczą się korzystać z bogatego, dostępnego zasobu informacji. Umiejętność korzystania z informacji, podobnie jak umiejętność radzenia sobie z niestandardowymi problemami, to bardzo ważne kwestie. Jednak zanim zaczniemy nad nimi pracować, musimy wyposażyć naszych uczniów w wiedzę, która będzie fundamentem ich dalszego rozwoju. I właśnie określenie tego kwantum wiedzy stanowi wielkie wyzwanie współczesnej edukacji. Poza tym trzeba pamiętać, iż najważniejsze zadanie każdego nauczyciela to rozbudzenie ciekawości poznawczej wśród swoich uczniów, jeżeli uda się zainteresować ucznia poznawaniem różnych aspektów otaczającej go rzeczywistości, to o jego dalszy rozwój możemy być spokojni. Wówczas nawet zwolennicy szkoły o obniżonych wymaganiach nie będą w stanie mu zaszkodzić.

MJ – Jaka jest Pana koncepcja edukacji – co powinno się zmienić w polskich szkołach?

JL – Polska edukacja jest klasycznym przykładem biurokratycznego modelu. W takim modelu najważniejsze są rozmaite, często nieistotne, sztucznie generowane wskaźniki, a nie rzeczywiste efekty kształcenia.

Podstawowym efektem kształcenia każdej placówki edukacyjnej jest jej absolwent, poprzez losy absolwenta winniśmy oceniać jakość jej pracy. Tymczasem dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją, w której losy absolwenta traktuje się jako element współpracy szkoły ze środowiskiem, zgodnie z modelem oceny jakości pracy szkoły wprowadzonym przez minister Hall. Zresztą ów kosztowny model to kolejny niezauważony przez media skandal związany z działaniami ekipy minister Hall. Za 80 mln zł stworzono system, który będzie służył kreowaniu kompletnie fałszywego obrazu jakości kształcenia w naszych szkołach, gdyż rzeczywiste efekty kształcenia są w nim traktowane absolutnie marginalnie.

Polską szkołę trzeba wyrwać z tego biurokratycznego świata, ożywić ją poprzez wprowadzenie do niej mechanizmów rynkowych. Szkoły winny konkurować o ucznia jakością swojej oferty edukacyjnej. Zacząć należy od przygotowania precyzyjnych, zobiektywizowanych narzędzi oceny jakości pracy szkół, dyrektorów i nauczycieli. Następnie powinien pojawić się system wynagrodzeń nauczycieli i dyrektorów łączący wysokość wynagrodzeń z jakością ich pracy. Ogólnie mówiąc, należy odejść od statycznych zasad zatrudniania i wynagradzania nauczycieli, wprowadzając zasady wiążące losy pracownika ze skutecznością realizacji przez niego nauczycielskich zadań. W takim systemie pojawiłaby się naturalna preferencja dla ludzi zasługujących na miano „Nauczyciela”. Budżety szkół powinny być powiązane z liczbą ich uczniów, a rodzice powinni mieć swobodę wyboru szkoły (oczywiście obwody szkolne winny być zniesione).

Należy także zaprzestać rozmaitych eksperymentów wychowawczych, wychowanie powinno być oparte o uniwersalne wartości i jasno określone wymagania, w szkole należy kształtować wśród uczniów poczucie odpowiedzialności za siebie i swoich najbliższych, kształtować postawę ludzi wolnych, zakorzenionych w polskości. Powinien zostać przygotowany poważny kanon kształcenia ogólnego, dający dobrą podstawę do dalszego rozwoju edukacyjnego każdego ucznia, adekwatnie do jego możliwości i naturalnie młodzi ludzie powinni spełniać w trakcie swej nauki poważne wymagania.

Poza tym trzeba zdecydowanie ograniczyć oświatową biurokrację, obecnie pożera ona ok. 25% środków przeznaczonych na wynagrodzenia w oświacie. Wydatki oświatowe muszą zostać zracjonalizowane, tzn. pieniądze winny być kierowane na zadania służące dzieciom i młodzieży. Trzeba podjąć działania odbierające szkołę biurokratom i oddające ją obywatelom. Celem tych działań winna być urynkowiona publiczna szkoła obywateli.

Dziękujemy za rozmowę. Rozmawiał Michał Janik.

Więcej ciekawych artykułów na stronie „Gońca Wolności„.