Chcemy promować życie i silną rodzinę. Wywiad z Jarosławem Kniołkiem

Z Jarosławem Kniołkiem Dyrektorem Biura organizacyjnego Marszu dla Życia i Rodziny rozmawia Paweł Pomianek

Paweł Pomianek: Przed dwoma tygodniami odbył się Marsz dla Życia i Rodziny. Jaka jest jego idea? Kiedy odbył się po raz pierwszy?

Jarosław Kniołek: Ideą Marszu jest afirmacja wartości życia rodzinnego oraz życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Dziś przed obrońcami praw człowieka stoją poważne wyzwania. Życie ludzkie, zwłaszcza nienarodzonych, nie jest otaczane należnym szacunkiem i troską, a rodzina, w której to życie ma najlepsze warunki rozwoju, często jest deprecjonowana a jej rola bywa pomniejszana. Wychodząc naprzeciw tym wyzwaniom, chcemy promować życie i rodzinę poprzez publiczne świadectwo setek rodzin i osób o takich poglądach. Taki Marsz odbywa się od trzech lat, choć marsze w obronie życia odbywały się wcześniej. Miały jednak trochę inny charakter, były na ogół reakcją i odpowiedzią na jakieś wydarzenia, najczęściej były związane ze zmianami legislacyjnymi. My pragniemy rozszerzyć formułę o kilka innych aspektów, szczególnie tych pozytywnych, radosnych, płynących w sposób naturalny z rodzin, w których nie brakuje życia i szczęścia. Nie tylko mamy odpowiadać na to, co rzeczywistość nam przynosi, ale rodziny mają prawo do kształtowania świata.

-Jak dużym zainteresowaniem cieszy się obecnie Marsz? Ile osób uczestniczyło w tegorocznym? Wiem, że wśród uczestników pojawiają się znane osobistości (np. politycy) a w promocję włączają się różne organizacje i środowiska, jak choćby Przeznaczeni.pl czy Stowarzyszenie KoLiber.

– Marsz cieszy się dużym zainteresowaniem, nie tylko samych uczestników ale i mediów, które szeroko relacjonowały to wydarzenie. W tym roku uczestniczyło w nim blisko cztery tysiące osób. To dobry wynik, biorąc pod uwagę, iż jest to impreza społeczna a nie komercyjna, jak np. koncert światowej sławy zespołu. Na ten ilościowy sukces Marszu składa się również wkład wielu organizacji pozarządowych i prorodzinnych, nie tylko tych wymienionych przez pana, ale także Oazy, Instytutu Studiów nad Rodziną, Zespołu Szkół Katolickich im. Piotra Skargi i wielu innych, których nie sposób w tej chwili wymienić. W Marszu uczestniczą także politycy, ale czynią to jako prywatne osoby a nie w celach agitacyjnych i cieszy nas to, że nie odbierają Marszowi charakteru rodzinnego na rzecz wiecu partyjnego. Wręcz przeciwnie, uczestniczą bowiem ze swoimi rodzinami.

– Z Marszem połączone są imprezy towarzyszące…

– Tak. W tym roku Marsz został wzbogacony o imprezy towarzyszące, takie jak: konferencja naukowa „tak życiu, tak prawdzie”, organizowana przez Centrum Myśli JPII i Instytut Studiów Nad Rodziną, przegląd filmów wydawnictwa Fronda pt. „Walka światów – wojna cywilizacji” oraz na zakończenie Marszu „Piknik dla Życia i Rodziny”, na którym była moc atrakcji: koncert zespołu Siostry Jeremiasza, Regau, Full Power Spirit, warsztaty gry na bębnach Niebiańskiej Akademii Rytmu, zabawy dla najmłodszych, potrawy z grilla, jednym słowem Prawdziwie Rodzinna Atmosfera.

– Czy dziś w naszym kraju jest potrzebna inicjatywa, której celem jest wzmocnienie ochrony życia nienarodzonych? Wielu ludzi, którzy mienią się być katolikami twierdzi, że tak zwany kompromis uzyskany na początku lat 90-tych jest właściwie rozwiązaniem idealnym.

-Jest to dość przykre, ale faktycznie obecna ustawa choć w pewnym stopniu przyczyniła się do zmiany postaw akceptacji dla aborcji, to przede wszystkim utrwaliła w społeczeństwie – jak Pan Redaktor zauważył – nawet wśród katolików, poparcie dla wyjątków, w imię których w trakcie obowiązywania tej ustawy zostało zabitych w Polsce ponad 5000 dzieci, głównie z przyczyn eugenicznych. Można tę ustawę określać różnymi eufemizmami: ustawa kompromisowa, ustawa aborcyjna, ale nie zmieni to prawdy o jej właściwej nazwie: Nie Ludzka. Obecność takiej ustawy jest odpowiedzią na pytanie o potrzebę takich inicjatyw, jak Marsz dla Życia i Rodziny czy też wystawy „Wybierz Życie” (dostępnej na www.nieaborcji.pl), ponieważ inicjatywy te wyraźnie mówią, że zbrodnia ludobójstwa nie zmienia swojej oceny moralnej w momencie, gdy tylko zmienia swoją nazwę na mniej drastyczną i neutralną.

– Wiele osób twierdzi, że jeśli nie wolno byłoby dokonać aborcji dziecka poczętego z gwałtu, krzywdziłoby się w ten sposób matkę, której płód przez dziewięć miesięcy musiałby przypominać o koszmarnym wydarzeniu. Jak odpieracie ten argument?

– To dość absurdalny argument, ponieważ zakłada, iż aborcja niesie ze sobą jakąś bajkową moc zapomnienia. Aborcja w rzeczywistości niesie ze sobą dodatkową traumę związaną z syndromem postaborcyjnym. Kobiecie, która i tak już wycierpiała niesamowicie dużo, dokłada się kolejny wstrząs duchowy, psychiczny i somatyczny. Dziecko nie ponosi odpowiedzialności za to, w jakich okolicznościach zostało poczęte, i czy ojciec był przestępcą. Są przypadki, że kobiety, które urodziły dziecko poczęte z gwałtu potrafiły je pokochać i być z tym dzieckiem szczęśliwe, a jeżeli faktycznie wstręt do przyczyny poczęcia jest nadal tak ogromny to lepiej jest, kiedy dziecko zostanie oddane do adopcji. Lepiej dla dziecka, bo żyje, lepiej dla matki, bo nie „zafundowano” jej kolejnej traumy.

Podobnie rzecz ma się z dzieckiem niepełnosprawnym. Ma ono po prostu prawo do życia bez względu na stopień swojej niepełnosprawności. Jeżeli zaakceptujemy zabijanie dzieci niepełnosprawnych, będzie to równoznaczne z powiedzeniem wszystkim narodzonym niepełnosprawnym, że w społeczeństwie nie ma dla nich miejsca a ich matki powinny mieć prawo do ich zabicia. Taka sytuacja to cywilizacja śmierci w czystej formie. Czy zatem polskie społeczeństwo deklarujące przywiązanie do wartości rodzinnych i osoby Jana Pawła II faktycznie popiera eugenikę zamkniętą w „wyjątkach” ustawy o ochronie życia, czy też potrzebuje wiedzy i debaty społecznej nie ucinanej przez sformułowanie „wybuchnie nowa wojna aborcyjna”?

– Kondycja rodziny w naszym kraju wydaje się słaba. Mamy najniższy w całej Europie przyrost naturalny. Jaka jest przyczyna kryzysu rodziny?

– Ciężko jednoznacznie określić przyczyny takiego stanu. Z jednej strony nasze społeczeństwo jest deklaratywnie bardzo pro familijne, potwierdzają to badania przeprowadzone przez Centrum Myśli JPII: aż 88% badanych uważa rodzinę za bardzo ważną wartość i 11% za raczej ważną (badania dostępne są na http://www.centrumjp2.pl/node/3225), tak więc jest to tendencja odwrotna do zachodnich trendów, gdzie indywidualizm jest wartością wiodącą. Z drugiej strony mamy do czynienia z faktycznie nie najlepszą sytuacją demograficzną, choć ostatnio uległa ona nieznacznej poprawie i nie wiadomo, czy będzie to tendencja stała, mamy też wysoką liczbę rozwodów przy jednoczesnej powściągliwości w zawieraniu małżeństw. Jaka jest przyczyna trudno krótko odpowiedzieć, natomiast faktem jest, że warto wykorzystać i wzmacniać te pozytywne trendy odnośnie spraw rodziny, jakie ostatnio występują.

– Jakie jest według Was zadanie państwa wobec rodziny? Nie szkodzić?

– Nie szkodzić na pewno! Na przykład niższe podatki dla rodzin, ale nie chcę teraz skupiać się na szczegółowych rozwiązaniach, tylko zwrócić uwagę na inny aspekt stosunków państwo – rodzina. Prawodawcy powinni przede wszystkim zmienić swoje mentalne nastawienie do rodziny. Nie patrzeć na rodzinę przez pryzmat patologii, dysfunkcji czy jako na jednostkę słabą, którą trzeba cały czas stymulować, dofinansowywać itp. (nawet w dobrej wierze), ponieważ takie jedynie socjalne podejście do rodziny nie pozwala na szersze spojrzenie. Należy się zastanowić dlaczego rodzina jest wartością dla całego społeczeństwa i dlaczego zasługuje na pewne przywileje (np. podatkowe), a nie zatrzymywać się jedynie nad stereotypem rodziny mówiącym, że tam „bieda piszczy” i trzeba ich wspierać. Przywileje powinny mieć również rodziny bogate i bardzo bogate. Tak więc politycy nie powinni ograniczać swoich działań względem rodziny tylko do kwestii pomocy socjalnej.

– Co możemy zrobić, by wzmocnić polską rodzinę?

– Przyjść na Marsz w przyszłym roku!!! Pokazać że są też silne, zdrowe rodziny, pomimo tych codziennych zmagań. Dać Europie sygnał, iż rodzina w Polsce jest wartością nie tylko deklarowaną. Oczywiście jest też dużo innych sposobów na poprawę kondycji rodziny, to troska o te rodziny, które z jakichś względów nie domagają, to otwarte oczy i troskliwe serca na dziewczyny „z pasażerem na pokładzie”, będące w trudnej sytuacji, oczekujące tylko opieki i zrozumienia. Jeżeli sami nie zauważymy i nie pomożemy, oglądając się na państwo, na instytucje charytatywne itp. może się okazać, że jest za późno. Podstawa to wrażliwość społeczna, a konkretne pomysły same się pojawią. Pytanie to jest dość istotne… Może warto przeprowadzić jakąś, konferencję, kongres czy debatę, która pomogłaby w wypracowaniu całościowego programu promocji rodziny.

Wywiad miał się ukazać w czerwcowym Biuletynie Miłośników Dobrej Książki. Niestety w związku z cięciami w Tolle.pl, ten numer już się nie ukazał. W związku z tym zamieszczam go na stronie KoLibra (Stowarzyszenie wzięło w Marszu aktywny udział) oraz na swoim blogu.