Blog: Jak omamić czterdziestomilionowy naród tronem

Czyli rzecz o minionej kadencji Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

Panie Premierze, w Unii nas nie szanują! Nie mamy wpływu na decyzje Brukseli, które nas bezpośrednio dotyczą. Do niedawna „Słońce Peru”, mógł odpowiedzieć na tak postawiony zarzut: Przepraszam, a Pan profesor Buzek na stanowisku przewodniczącego parlamentu Europejskiego?
Ten argument – z racji zakończenia kadencji byłego premiera – upadł, ale czy kiedykolwiek był poważnym…?

Pan prof. Jerzy Buzek zasiadał w fotelu przewodniczącego Parlamentu Europejskiego od czternastego lipca 2009 roku i zajmował go przez dwa i pół roku. Na mocy porozumienia, jakie Frakcja Ludowa zawarła z Socjalistami, kadencja przewodniczącego została podzielona po równo między zainteresowane strony. Po byłym prezesie rady ministrów najwygodniejsze, cechujące się najlepszym widokiem, miejsce na Sali obrad parlamentu zajął socjalista Martin Schultz. I chyba w tym miejscu możemy zakończyć teoretyczne rozważania na temat „zysków” płynących z piastowania przezeń tej funkcji.

Każdy, kto choćby pobieżnie śledził bohaterski trud naszego rodaka, jakim niewątpliwie było przewodniczenie „najdostojniejszemu” organowi europejskiej biurokracji, zadaje sobie dzisiaj pytanie o wagę i sens tej ofiary zacnego pana Profesora. Jaki wpływ na bieg zdarzeń, w ciągu ostatnich trzydziestu miesięcy miał nasz najwyższy rangą przedstawiciel w Brukseli? Chyba nikt nie odsądzi mnie od czci i wiary, jeżeli bez ogródek przyznam, że żaden lub jedynie czysto PR-owski.

W minionej kadencji Parlamentu Europejskiego, Unia stanęła przed kilkoma ważnymi problemami do rozwiązania. Tzw. druga fala kryzysu, która według europejskich liderów doprowadziła do tak dramatycznej sytuacji finansów wielu jej członków, kryzys projektu wspólnej waluty, czy chociażby dość napięta sytuacja społeczno-ekonomiczna na całym globie. Wydawać by się mogło, że przez okres trzydziestu miesięcy, można część z powstałych problemów rozwiązać. Okazuje się jednak, że reprezentanci krajów wspólnoty – zasiadający w ławach unijnego parlamentu i obradujący pod przewodnictwem Pana Profesora Buzka – są zdolni jedynie do płomiennych wystąpień i permanentnego odkładania ważnych decyzji na później. Co więcej, europosłowie (w znakomitej większości) nie dostrzegają powagi sytuacji, w jakiej znalazła się wspólnota i to na skutek ich zaniechań, czy błędnych decyzji z przeszłości. Aż chce się przytoczyć legendarnego Stefana Kisielewskiego…

Oglądając relacje z prac PE, odniosłem wrażenie, że jest to klub wzajemnej adoracji kilku osób i podręcznikowy przykład zdobywania powszechnego szacunku i uznania, poprzez nadmierne wazeliniarstwo. Ciężko jest szczeremu wyznawcy idei konserwatywno-liberalnej, patrzeć na salę posiedzeń, wypełnioną pasibrzuchami i wszelakimi nierobami, którzy mają dość istotny wpływ na kierunek w którym podąża Unia Europejska. Jedynym pocieszeniem, jest obecność na sali obrad Nigela Farage’a i jego niezłomna postawa w dążeniu do uwypuklenia niebywałego konformizmu i hipokryzji, towarzyszących wspólnocie od zarania jej dziejów.

Całość artykułu dostępna na naszym blogu.

Paweł Przepióra– KoLibrant ze Starachowic, w których chciałby założyć oddział. Zainteresowanych prosimy o kontakt: pawel.przepiora@gmail.com .

 

PS Obrazek pochodzi ze strony.