ROK 2000

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO…

W ciągu ostatniej dekady kilkakrotnie podejmowano próby tworzenia młodzieżowych organizacji zwanych – od słów „konserwatywny” oraz „liberalny” – KoLiber, jednak żaden z pra-KoLibrów (m. in. w Krakowie, Bydgoszczy, Poznaniu, były one związane zwykle z Unią Polityki Realnej) nie zdołał wybić się ponad poziom lokalny i przetrwać dłużej niż kilka miesięcy.

Historia obecnego KoLibra miała swój początek w styczniu 1999 roku. Wszystko zaczęło się od programu „Rower Błażeja” emitowanego w TVP1, na którym obecne było grono młodych członków Unii Polityki Realnej, m. in Marcin Bonicki, Patryk Godowski, Paweł Krajewski, Jacek Szafader, Stanisław Wojtera.

 

Okazało się, że mimo długiego stażu członkowskiego w tej partii nie znali się oni wcześniej. Sytuacja ta zrodziła myśl, iż potrzebna jest organizacja zrzeszająca młodych ludzi będących członkami UPR – ułatwiłoby to działania organizacyjne i mogło przyciągnąć innych. 26 stycznia 1999 powołano do życia Sekcję Młodzieżową Oddziału Stołecznego UPR zwaną nieformalnie „Warszawski KoLiber”. Początkowo sekcja liczyła 13 członków-załozycieli, a wielkim sojusznikiem wspierającym tę inicjatywę był ówczesny prezes O.S. UPR pan Sławomir Kamecki. Jeszcze w styczniu powstał regulamin sekcji i dokonano wyboru władz. Prezesem został wybrany Stanisław Wojtera. Pierwszą dużą akcją była organizacja spotkania z Januszem Korwinem-Mikke i był to zdecydowany sukces: ponad 200 osób wypełniło po brzegi salę przy ulicy Chmielnej, która odtąd stała się dyżurnym niemal miejscem dużych spotkań organizowanych przez sekcję. Co dwa tygodnie członkowie nowoutworzonej sekcji zbierali się w siedzibie UPR przy ulicy Nowy Świat 41 by wspólnie dyskutować, snuć plany następnych imprez, akcji, spotkań. A było ich coraz więcej: debata o podatkach między Stanisławem Michalkiewiczem a Piotrem Ikonowiczem, piknik majowy na Bemowie, akcje ulotkowe i demonstracje.

W czerwcu dobiegła końca kadencja władz sekcji. Nowe wybory nie przyniosły zmian personalnych – dały natomiast impuls do dalszego aktywnego działania, zwłaszcza, że z tygodnia na tydzień szeregi młodych kolibrantów powiększały się. Okazało się, że idea szerokiego ruchu młodzieżowego zjednoczonego pod sztandarami wolnorynkowych oraz konserwatywnych wartości trafiła na podatny grunt. Stąd też młodzież działająca dotychczas w UPR, gdzie nie znajdowała oczekiwanej reprezentacji i możliwości rozwoju poczęła coraz liczniej zasilać szeregi KoLibra. Od września 1999 liczba członków KoLibra była na tyle duża, że powstało zapotrzebowanie na cotygodniowe spotkania. Powtórzono sprawdzony w maju pomysł zorganizowania pikniku (tym razem na Ursynowie). Ponownie zaproszono na spotkanie Stanisława Michalkiewicza, jego adwersarzami byli Jarosław Kaczyński (PC) i Artur Zawisza (ZChN). Tematem dyskusji był kształt polskiej prawicy. Nowy rok 2000 przyniósł kolejne spotkania, spośród których chyba najważniejszym było spotkanie ze znanym pisarzem i publicystą Rafałem A. Ziemkiewiczem.

Powoli zarysowywała się konieczność zmiany formuły działalności. Forma młodzieżówki partii politycznej nakładała pewne ograniczenia. Powstał pomysł by zarejestrować Stowarzyszenie Konserwatywno-Liberalne „KoLiber”. Tak też się stało – było to jednoczesnym zakończeniem działalności Sekcji Młodych OS UPR. 17 kwietnia 2000 roku sąd rejonowy w Warszawie zarejestrował Stowarzyszenie KoLiber. Przewodniczącym tymczasowego komitetu założycielskiego został Grzegorz Parzych.KoLiber jako samodzielna organizacja kontynuuował dzieło rozpoczęte przez Warszawskiego KoLibra, ale w znacznie poszerzonym zakresie. Członkowie stowarzyszenia zaczęli brać czynny udział w audycjach radiowych i telewizyjnych, konferencjach i debatach publicznych. Równolegle KoLiber zaczął wyrastać na organizację ogólnopolską, gdyż doprowadzono do zakładania oddziałów terenowych m. in. w Bydgoszczy, Tarnowie i Gdyni. Idea zintegrowania i skonsolidowania młodzieży w całej Polsce wokół ideologii konserwatywno-liberalnej przybrała realne kształty. 13 maja 2000 roku w warszawskim klubie „Proxima” odbył się założycielski konwent KoLibra. Obecni byli delegaci z 6 miast w całej Polsce. Pierwszym prezesem KoLibra został wybrany Stanisław Wojtera. Od tego momentu KoLiber wszedł w nowy etap działalności – jako samodzielne stowarzyszenie. Podjęto współpracę z innymi organizacjami (Młodzi Konserwatyści, Klub Zachowawczo-Monarchistyczny, etc.). Okres wakacyjny przyniósł m. in. bardzo udany obóz roku „0”, na którym członkowie KoLibra oraz nowoprzyjęci studenci najlepszych warszawskich uczelni spędzali czas w malownyczym otoczeniu Beskidu Sądeckiego dyskutując oraz bawiąc się do białego rana. Jesienią KoLiber zadebiutował – na razie skromnie – na arenie politycznej pomagając kandydatom ugrupowań prawicowych w walce o miejsca w samorządzie warszawskim. W listopadze grupa KoLibrantów odbyła kilkudniową wycieczkę do przepięknego Lwowa.

POLITYKA I MEDIA

16. marca 2000 roku naszym gościem był znany publicysta (dawniej „Najwyższy CZAS!”, obecnie „Gazeta Polska”), prezenter radiowo – telewizyjny (Radio Plus, TVP), a przede wszystkim pisarz (min. „Pieprzony los kataryniarza”, „Ostatni walc stulecia”) – pan Rafał A. ZIEMKIEWICZ. A oto, co powiedział. Przede wszystkim media nie są jakąś tam czwartą władzą – chyba że spojrzymy na to chronologicznie – lecz najpierwszą. To jest oczywisty powód dążeń do jak najbliższych z nimi związków. Natomiast liczenie kto dłużej występował i w jakim czasie to wyjątkowa obsesja rodzimych polityków. W rzeczywistości działanie mediów jest o wiele bardziej dyskretne: podsuwanie sposobu myślenia, granie na ludzkich emocjach. Bzdurą jest też istnienie czegoś w rodzaju „centrum dowodzenia” (czyt. spisku tych i owych), bo każdy wytrawny dziennikarz sam rozumie co ma robić, aby się to spodobało i szefom i widzom. Dodatkowo wymogi codzienności (np. konieczność zapełnienia strony) i lenistwo prowadzą do korzystania z ułatwień, czyli pewnych schematów myślenia, opinii itp. Nieszczęściem jest, że wielu – świadomie lub nie – stosuje dialektykę: dawniejszą parę socjalizm-kapitalizm zastąpiły nowe, w stylu postęp-reakcja, demokracja-rasizm itp. Co do innych władz, to w przeciwieństwie do tego, co by się mogło wydawać, partie polityczne nie są wcale podmiotami demokracji. Teraz rządzą tzw. czebole, czyli media, partie i biznes po społu. Prowadzi to do tego, że nielegalne sponsorowanie partii jest koniecznością, podobnie zresztą jak doping w sporcie (bicie rekordów to biznes – TV, sponsorzy itd.). A wiadomo nie od dziś, iż za darmo to nic nie ma. Jesteśmy świadkami schyłku demokracji, walkę idei zastąpiła rywalizacja czeboli (czyżby CZEBOKRACJA? – przyp. MB), rozsądek klasy średniej i klasę średnią wyparł tłum i jego nastroje oraz emocje. Skończył się też liberalizm – jego końcem stało się odrzucenie zasady, że ma on służyć wartościom, a przyjęcie, że sam nią jest. W związku z powyższym polityk musi być nie przywódcą, a gwiazdorem telewizyjnym. Musi się podobać, a więc mówić to, co nie jest kontrowersyjne. Decyzje są podejmowane nie przez tych ze świecznika, bo jako gwiazdorzy nie mają odpowiedniej ku temu osobowości. Kiedyś ważyła ziemia czy wojownicy, teraz liczy się tylko kasa. I temu podporządkowane jest też życie polityczne. Jedynie rodzimi prawicowcy jeszcze tego nie zrozumieli. Uważają się oni po trosze za gwiazdora i za zbawcę narodu, tylko nie za pracowników potężnej organizacji. Partia polityczna musi być orkiestrą, a nie składać się tylko z solisty i sekcji rytmicznej. Z mediami nie jest inaczej. Zdecydowana większość dziennikarzy to wyrobnicy, jedynie niewielu to „ideolodzy”, „piewcy postępu i lepszego świata”. Bo skuteczna propaganda musi zajmować nie więcej niż kilka procent przekazu, reszta to sieczka. Trudno też mówić o niezależności mediów. Jest to raczej ideał, podobnie jak demokracja władzą ludu. Media żyją przecież nie z czytelników, a z reklam. Aby być atrakcyjnym partnerem dla chcących się reklamować, muszą mieć tzw. niski koszt dotarcia, a w konsekwencji – również nie mówić rzeczy kontrowersyjnych. Dzięki temu możemy oglądać w telewizji „ple ple i randkę w ciemno”. A że robieniu interesów sprzyjają też i dobre układy z władzą, więc niczego więcej nie możemy się spodziewać. Nie da się ukryć, że współcześni są „ofiarami” postę… wróć: rozwoju technologicznego. Dawniej na doświadczenie życiowe składały się głównie własne przeżycia człowieka, jedynie nieduża część była „podsuwana” przez innych. Dziś jest odwrotnie. Człowiek żyje cudzymi doświadczeniami, uzyskanymi z prasy, radia, telewizji czy też dzięki komputerowi. Można się spodziewać, że niedługo będzie to 100% źródeł naszych informacji. Jednym słowem, jesteśmy świadkami narodzin człowieka komórkowego, człowieka o narodowości McDonald. Człowiek coraz bardziej się izoluje. Internet pomaga nawiązywać kontakty, to fakt, ale powoduje też łatwość ich zrywania a nawet uniemożliwiania. Kończąc swą wypowiedź RAZ podkreślił, że świat jest podły, ale jednak taki był zawsze. Tak samo zawsze trudno było nie dać się i oprzeć podłości. A politycy i dziennikarze wcale nie mają pod tym względem lepiej…
Marcin Bonicki, Warszawa 25 marca 2000

I KIEDYŚ TU POWRÓCISZ ZNÓW, BO NIE MA JAK LWÓW!

Pierwsze pięć dni listopada 2010 grupa KoLibrowców spędziła w przepięknym, niegdyś polskim, mieście Lwowie. Podróż do samego miasta była dość męcząca z uwagi na to, że trwała dziesięć godzin, ale warto było trochę pocierpieć. Mieszkaliśmy w akademiku Akademii Medycznej we Lwowie. Warunki nie były może luksusowe, ale nie po to tam pojechaliśmy. Najważniejsze było to, że mogliśmy trochę czasu spędzić razem. We Lwowie naprawdę jest gdzie chodzić i co zwiedzać, więc praktycznie od rana maszerowaliśmy ulicami miasta. A to Filharmonia, Wały Hetmańskie, a to Muzeum Narodowe, czy Skansen…. Gdzie nas nie było! Przyznam szczerze, że do wczesnego wstawania nakłaniał nas trochę dzienny rozkład dostarczania ciepłej wody, gdyż wykąpać mogliśmy się tylko między 6 a 9 rano lub wieczorem. Także leniuchy musiały się mobilizować do dużego wysiłku. Spacery po Lwowie były naprawdę ciekawe. Przedwojenne polskie kamienice, nawet nie remontowane, mogły wzbudzać zazdrość. ulice pokryte kostką brukową w prawie całym mieście pamiętają stare, lepsze, polskie czasy. Byliśmy w Katedrze Lwowskiej, Na Cmentarzu Orląt, gdzie braliśmy udział w polskiej mszy z okazji Święta Zmarłych. Tam czuje się na każdym kroku, że to miasto było kiedyś polskie… Uderzająca była gościnność jaką Ukraińcy częstowali nas codziennie. Naprawdę wspaniali ludzie. Wieczorem, kiedy zapoznawaliśmy się z miejscowym życiem kulturalno-rozrywkowym, mieliśmy okazję przekonać się jak bardzo ciepło byli do nas nastawieni. Można by jeszcze dodać, że ceny we Lwowie są bardzo sympatyczne, ale o tym już trzeba się przekonać samemu…
Paweł Jakubowski, Warszawa 10 listopada 2000

KOLIBER NA UNIWERSYTECIE WARSZAWSKIM

W dniach 14-16 listopada 2010 w Nowej Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego odbyły się VI Targi Organizacji Studenckich i Kół Naukowych. Był tam również KoLiber, jako że jest w trakcie rejestracji swojego oddziału na tej uczelni. Po małych perturbacjach związanych ze stoiskiem, ostatecznie siedzieliśmy w najbardziej widocznym miejscu – byliśmy widoczni już od samego wejścia, a nasze stoisko z każdym dniem wyglądało coraz ładniej. Niestety BUW okazał się nie najlepszym miejscem na targi, o czym świadczyła nikła liczba osób zwiedzających. KoLibrem interesowało się jednak stosunkowo dużo osób, mimo że nie mieliśmy „wabików” w postaci np. kolorowych „Plannerów Akademickich”. Myślę że KoLiber dobrze się zaprezntował akademickiej braci o czym może świadczyć fakt, że już w czwartek 16 listopada na nasze co tygodniowe spotkanie przyszły nowe osoby, które poznaliśmy właśnie na targach. Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy pomogli w organizacji i obsłudze naszego stoiska.
Aleksander Grąbczewski, Warszawa listopad 2000

A W BYDGOSZCZY

w 1997 roku trzy osoby „kręcące się” po bydgoskim UPR-ze, postanowiły, iż założą coś na kształt młodzieżówki UPR. Było nas trzech, ale mimo szczerych chęci nic z tego, jak i późniejszych prób „nie wyszło”. (TERAZ UWAGA!!) W połowie 1999 roku, zadzwonił do mnie kolega Stanisław Wojtera z propozycją zainstalowania w Bydgoszczy (piękne miasto, kto nie był niech żałuje) Stowarzyszenia Konserwatywno-Liberalnego KoLiber. Na początku nie wzbudziło to mojego zachwytu i entuzjazmu (proszę się nie dziwić, to miał być mój 5-ty KoLiber). Coś było jednak nie tak! Częste telefony kol. Stanisława, ktoś, coś robił w Warszawie, przychodziły jakieś materiały ze stolycy. Ogólnie rewelka! Na dobre rozpoczęliśmy działać od października’99, na początku było nas dwoje (kol. Piotr Gabrych i Ja), teraz jest nas czternastu (to liczba przejściowa), mamy swoją „ambasadę” w Gdańsku (dwóch naszych członków studiuje prawo, na Uniwersytecie Gdańskim). Nasz KoLiber to głównie studenci Akademii Bydgoskiej. Miejsce, w którym się spotykamy to lokal UPRowski, położony w „malowniczym” miejscu w centrum miasta blisko dworca PKP (ta informacja jest cenna, jakby kiedyś ktoś, przez Bydgoszcz to zapraszam). Od dwóch miesięcy spotykamy się regularnie w czwartki o 17:00. W planach mamy akcje propagandową, która ma na celu zwerbowanie nowych członków. Zamierzamy również zorganizować wraz z Ruchem Młodych RS AWS konferencji prasowej. Zostaliśmy zaproszeni na „konferencję podatkową”, która odbędzie się w połowie listopada na Akademii Bydgoskiej. Organizowana jest przez „Młodych Demokratów”, ale warto być. Chcielibyśmy w nowe tysiąclecie wejść, chociaż z 35 członkami, może się uda? W ciągu najbliższych tygodni ma powstać Oddział Toruński KoLibra, z niecierpliwością czekamy, będzie z kim konkurować, a to jak wiadomo zawsze przynosi korzyści. Z pozdrowieniami dla wszystkich Kolibrowców.
Paweł Kranc, Bydgoszcz 14 października 2000

KOLIBER W WYBORACH SAMORZĄDOWYCH

24 września 2010 miały miejsce w warszawskiej gminie Centrum przyspieszone wybory samorządowe. KoLiber jako organizacja mająca brać udział w życiu społecznym nie mogła przejść obok tego faktu obojętnie I chociaż jesteśmy stosunkowo młodą organizacją, postanowiliśmy spróbować swoich sił. Traktowaliśmy to jednak bardziej jako trening i naukę na przyszłość niż chęć zdobycia mandatów, chociaż w niektórych przypadkach wydawało się nam, że są realne szanse. Miejsc na swoich listach użyczyła nam zawiązana przed wyborami Koalicja PC-ROP-UPR, w ten sposób ponad 20 naszych członków stało się kandydatami na radnych. Rozpoczęła się regularna kampania wyborcza tj., nocne klejenie plakatów, roznoszenie ulotek, na których nasi członkowie oznaczeni byli logo KoLibra. Finał wyborów był taki, że koalicja zdobyła niestety tylko jeden mandat, a zdobyła go członkini PC. Nauka i doświadczenie zdobyte podczas tych wyborów zaowocują jednak z pewnością w przyszłości. Na pewno ustrzeżemy się wielu błędów i niedopatrzeń, które się nam przytrafiły, a następne wybory samorządowe już za 1,5 roku.
Grzegorz Parzych, Warszawa 14 października 2000

OBÓZ ROKU „0”, PIWNICZNA 2000

Stowarzyszenie Konserwatywno-Liberalne „KoLiber” zorganizowało w dniach 5-13 września 2010, Obóz Roku „0” dla świeżo upieczonych studentów W-wskich uczelni, głównie z wydziału Prawa, zarówno Szkoły Głównej Handlowej jak i Uniwersytetu Warszawskiego, choć obecni byli także przyszli studenci Ekonomii, Politologii a nawet Filologii Klasycznej. Miejscem tygodniowego pobytu była malowniczo położona Bacówka na Obidzi (okolice Piwnicznej Zdrój), która stała się na ten czas swoistym centrum życia naszego Stowarzyszenia. Z obiecanych atrakcji nie zabrakło niczego; były częste wędrówki w pobliskie, urocze tereny Beskidu Sądeckiego i malowniczego Popradzkiego Parku Narodowego, były codzienne wieczorne spotkania towarzyskie, było pieczenie kiełbasek przy ognisku okraszone graniem na gitarze, harmonijce i śpiewem, był wypad na pobliską Słowację, która urzekła wszystkich nie tylko pięknem przyrody i nieprzeciętną urodą reprezentantek płci pięknej, ale także tanim piwem. W końcu odbyły się także wykłady, które miały zapoznać przyszłych studentów z nową dla nich formą nauki i zaznajomić z tematyką, z którą będą mieli do czynienia już od pierwszych dni października, a także rozliczne dysputy natury politycznej, gospodarczej i ekonomicznej, które niemal zawsze wywoływały sporo emocji i przedłużały się na czas posiłków (notabene, bardzo smacznych), a nawet do późnej nocy! Warto wspomnieć również o ciekawych grach zespołowych, takich jak chociażby symulacja sprawy sądowej czy ciekawie zorganizowany wstęp do Logiki. Piękna, wręcz letnia pogoda, urok Beskidu Sądeckiego, a także wspomniane już tanie słowackie piwo, sprawiły, iż integracja obozowiczów odbyła się niezwykle szybko, a znajomości z pewnością przetrwają na dłużej. Warto zresztą zauważyć, że nie był to debiut KoLibra w tego typu przedsięwzięciach, gdyż rok temu, w tym samym miejscu miało miejsce podobne spotkanie. I tak samo jak tamten obóz i tegoroczny trzeba uznać za niezwykle udany, a znając młodych KoLibrowców (w tym przede wszystkim Przemysława Wiplera, który wszystko zorganizował i osobiście dopilnował) można być pewnym, że w roku przyszłym kolejna impreza będzie jeszcze bardziej udana, a zebrane doświadczenia zaprocentują. Na sam koniec wypada wręcz zwrócić uwagę na młodzież, która dała popis swej dojrzałości i zdolności trzeźwego i logicznego myślenia, tym samym podważyła po raz kolejny opinie o złej kondycji młodych ludzi mieszkających w Polsce. Jednym słowem: ręce same składają się do braw!
Sebastian Szade, Warszawa członek zarządu KoLibra 14 października 2000

RELACJA Z KONCERTU W LASKACH

Oddział warszawski nie próżnuje. Można się było o tym przekonać, przyjeżdżając do Lasek 27 października 2010. Dzięki naszemu koledze, Łukaszowi Wróblowi, który włożył dużo wysiłku w organizację całej imprezy w Klubie Młodzieżowym odbył się koncert pod nazwą „Rock na Żywo”. Wzięły w nim udział amatorskie zespoły z Warszawy. Mieliśmy okazję posłuchać takich zespołów jak „NAIV”, „FLUCKY”, „WERTEP”, czy „REVOLVER”. Koncert odbywał się w Dużej sali Klubu, gdzie na scenie zainstalowano wszystkie potrzebne urządzenia, łącznie z konsoletą dla naszego dzielnego operatora dźwięku (radził sobie naprawdę nieźle), a nawet kolorowe oświetlenie sceny. Muzyka grana przez zespoły była, wbrew temu co sądzić można po nazwie koncertu, dość zróżnicowana, ale jednak mieszcząca się generalnie w szeroko rozumianym nurcie rockowym. Kilkadziesiąt przybyłych osób miało naprawdę frajdę, bawiąc się, skacząc, krzycząc i wyładowując energię, gdyż kontakt między kolejnymi zespołami wchodzącymi na scenę, a publicznością, był znakomity. Warto dodać, że zespół „REVOLVER” wystąpił z kolibrowym wokalistą w składzie, Markiem Plotzke, który jest jednocześnie autorem wszystkich tekstów zespołu. Muzyka grana przez nich powala ładunkiem energetycznym, a jeśli dodatkowo wsłuchujesz się w słowa, to naprawdę można doznać fantastycznych emocji. Przyznam się, że właśnie teksty robią na mnie duże wrażenie. Mój ulubiony numer, który także był grany na koncercie, to „Życie, Wolność, Własność”. Polecam. Kto nie był, niech żałuje, bo drugiego takiego koncertu nie będzie. Trzy godziny dobrej muzyki (cena biletów była bardzo sympatyczna), szalona publiczność, to jest to!
Paweł Jakubowski, Warszawa 10 kwietnia 2000